Forum Nasze Forum "VOX MILITARIS" Strona Główna Nasze Forum "VOX MILITARIS"

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Tolerancja bezprawia w MON ?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Nasze Forum "VOX MILITARIS" Strona Główna -> A JA UWAŻAM, ŻE ...
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Podobin




Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 432
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 66 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 16:47, 25 Paź 2011    Temat postu: Tolerancja bezprawia w MON ?

Bezprawie w siłach zbrojnych nie jest czymś nadzwyczajnym. Ot po prostu jest takie małe państewko w naszym kraju, w którym dzieją się rzeczy trudne do uwierzenia. Nie byłoby wielkiej sensacji w tym, że ktoś popełnia przestępstwo. Każdego dnia media nas o tym informują, a zalew tych informacji jest tak olbrzymi, że nie zwracamy na to uwagi.


I to jest nasz wspólny, wielki błąd, jest to bowiem w pewnym sensie nasze przyzwolenie na kontynuację tych procedur. Nie ma praktycznie profesji, w której nie byłoby łamania prawa. Jednak są profesje od których oczekujemy szczególnie postępowania zgodnego z prawem. do nich niewątpliwie należy policja, wojsko i oczywiście wymiar sprawiedliwości.

Mnie ciągle najbardziej interesuje wojskowy wymiar sprawiedliwości lub mówiąc inaczej niesprawiedliwości. Wojskowi prawnicy tworzą szczególne państewko bezprawia, bowiem chodząc w mundurach podlegają ministrowi sprawiedliwości. Szef resortu MON posiada oczywiście określone uprawnienia, ale zazwyczaj zadawala się oficjalnymi wyjaśnieniami wojskowych prawników / sędziów i prokuratorów/ i sprawę zamyka.

Stąd dzieją się dziwne rzeczy, które fachowcy / też prawnicy/ nazywają zwykłymi przestępstwami. Otóż wysokiej rangi sędzia wojskowy z pełną premedytacją popełnia przestępstwo finansowe na niekorzyść określonej osoby, a powiadomiony o tym fakcie MON zadowolił się tylko wyjaśnieniem tegoż sędziego, który oczywiście wprowadził w błąd pana ministra usiłując ukryć całą sprawę. Taki postępek niesie za sobą określoną odpowiedzialność, a także spowoduje szkodę finansową w budżecie MON.
Niestety obecny szef resortu mimo oczywistych dowodów na bezprawie sędziego wojskowego nie podejmuje działania, a tym samym przykrywa i w pewnym sensie akceptuje to przestępstwo. A po B.Klichu miało być lepiej? Lepiej nie mówić.
Kiedy wreszcie skończy się ta seria przestępstw w sądownictwie wojskowym? Kiedy Polska doczeka się ministra obrony zdolnego do podjęcia walki z bezprawiem?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
aryski




Dołączył: 13 Cze 2009
Posty: 272
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:20, 27 Paź 2011    Temat postu:

Minister obrony nie ma czasu zajmować się bezprawnymi poczynaniami swoich podkomendnych w kraju, bowiem poleciał do Afganistanu robic dobra minę do złej gry.
Niestety, ale miny Talibów są coraz lepsze i odporne dotychczas Rosomaki fruwaja nad afgańskimi drogami. Prawda jest taka, o czym nie chcieli słuchać od początku niektórzy decydenci/ najczęściej ci, którzy wojsko znają z Placu Piłsudskiego/, że nie ma takiego pancerza, którego nie zniszczy pocisk i niema twierdz nie do zdobycia.
O tych naiwnych czytamy w historii oraz niestety piastują w naszych siłach zbrojnych odpowiedzialne stanowiska.
Od wielu już lat kolejni ministrowie pozwalają szefom podległych instytucji na STOSOWANIE TAKIEGO ŁAMANIA PRAWA.
Mimo, że z różnych stron płyną do szefa resortu informacje o przestępczej działalności w podległych ministrowi instytucjach, to brak jest reakcji.
Trudno oczekiwać od ministra takiej reaskcji, skoro w podobnych sprawach, podobnie zachowuje się premier.
Oczywiścię "wymiar sprawiedliwości"wniesione przeciwko premierowi oskarżeniA USIŁUJE UMORZYĆ. SPRAWA W TOKU.
Dlatego przestępstwa w wojsku są tak powszedne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sarnak




Dołączył: 26 Sie 2011
Posty: 44
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 12:53, 22 Lis 2011    Temat postu:

Podstawą demokracji jest wolność i sprawiedliwość.

Zawsze, gdy mówimy o sprawiedliwości musimy zahaczyć o ministerstwo sprawiedliwości oraz jego ministra. W ciągu ostatnich lat mięliśmy różnych szefów tego resortu. Niektórzy wyróżniali się szczególnym „parciem na szkło” tj. niebywałą chęcią błyszczenia w telewizji.

Pamiętamy ministra Ziobrę, który każdy większy ruch na polu walki z przestępczością prezentował w mediach, jakby dla podkreślenia wagi swojego działania. Było w tym oczywiście dużo teatru i chybionych, a wręcz bezprawnych działań, które nie wiadomo dlaczego, nie były przez dziennikarzy napiętnowane.

Opinia publiczna pozwalała na pomnażanie tych spektakli i dopiero po zakończonej kadencji odezwały się głosy krytyki, a „medialne” osiągnięcia tego ministra okazały się zwykłą niesprawiedliwością.

Podobna sytuacja jest z byłym ministrem Kwiatkowskim. Zarówno on sam, jak i przychylni mu koledzy politycy i dziennikarze zachwycają się jego dokonaniami, ale na szczęście poznajemy drugą stronę medalu i wówczas musi przyjść refleksja. Z całą pewnością ten obraz byłby pełniejszy i podobny do obrazu, jaki został namalowany po odwołaniu ministra Klicha, bowiem okazało się, że zamiast dokonań, to w MON zostały zgliszcza. Obraz negatywny musiał zostać zaakceptowany nawet przez fanów tej opcji politycznej.

Jeżeli zatem czytamy na Nowym Ekranie :” Za żadnego ministra sprawiedliwości, od 20 lat, wymiar sprawiedliwości nie stał tak wyraźnie w opozycji do społeczeństwa stając się narzędziem w rękach jednej partii” to musimy zdać sobie sprawę z tego, że medialna propaganda zbyt mocno przykryła prawdziwy obraz.

Oczywiście cały czas miałem świadomość zakłamania w tej pozytywnej ocenie pana Kwiatkowskiego, którego nie sposób było zaakceptować w jego obojętności i lekceważeniu obywateli i dlatego z pełną akceptacją przeczytałem poniższy wpis „ustępujący minister wychwala się swoimi dokonaniami z blaskiem samouwielbienia w oczach i bez krzty obiektywnej refleksji nad stanem sprawiedliwości w Polsce.

Czy bystremu i mądremu politykowi zajmującemu się stanem praworządności w kraju może umknąć cały szereg aktów bezprzykładnego gwałcenia praw obywatelskich i niszczenie wolności wypowiedzi, zaostrzanie stosowania prawa wobec przeciwników politycznych i bezkarność najwyższych przedstawicieli władzy stojących ponad prawem?”

Panu ministrowi nic nie umykało z tego łamania praworządności, był bowiem na bieżąco informowany o tych przypadkach, jednak jego zainteresowanie było daleko od spraw ludzkich.

Szeroko pisze o tym Szafran ; [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Obserwator




Dołączył: 08 Lip 2008
Posty: 242
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 28 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:20, 17 Sty 2012    Temat postu:

Niestety stało się to polską specjalnością, że pod przykryciem władzy wszelkiej maści mali kacykowie, niemal każdego, dnia dodaje nam przykładów niegospodarności i korupcyjnych decyzji. Ministerstwo obrony nie jest w tym odosobnione. Z jednej strony każdy kolejny minister usiłuje przekonać nas o swoich zdecydowanych działaniach, a jednocześnie w instytucjach wojskowych trwa marnotrawstwo i bezprawie. Na nic zdają się decyzje dotyczące kolejnych instytucji do walki z niegospodarnością, gdy jednocześnie czytamy, iż wojskowa prokuratura nie ma co robić.

Jeżeli nie można niczego zrobić poprzez oficjalne sposoby poinformowania o celowych stratach w MON trzeba wykorzystać medialne środki. Sprawa dotyczy oczywiście Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. To, że jest to instytucja, w której synekury są zawsze udziałem zwycięskiego ugrupowania politycznego, nie powinna upoważniać tam pracujących ludzi, jak i ich przełożonych z kierownictwem MON włącznie, do powodowania strat skarbu państwa. Do tego bezprawnego działania dopłacają również mieszkańcy lokali będących w zarządzaniu MON.

A wszystko to jest wynikiem lekceważenia prawa i nie regulowaniu przez WAM zobowiązań w stosunku do Wspólnoty Mieszkaniowej. Jednostronne decyzje dyrektora WAM spowodowały zaległości sięgające kilkadziesiąt tysięcy złotych i tylko pierwszy wyrok sądowy spowodował, że WAM będzie musiał zapłacić kilkanaście tysięcy złotych odsetek i kosztów sądowych.

Mimo, ze o sprawie poinformowani zostali z wyprzedzeniem główny szef WAM i MON , a nawet to słynne biuro do walki z korupcją, też do ściągnięcia zaległości trzeba będzie uruchomić komornika. Będą dodatkowe koszty. Ale cóż. Taki mamy system.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Obserwator




Dołączył: 08 Lip 2008
Posty: 242
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 28 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:44, 26 Sty 2012    Temat postu:

Sytuacja posiada swój ciąg dalszy. W dniu publikacji postu na forum, po wysłaniu listu do MON, musiało zagotować się w WAM, bowiem natychmiast na konto wspólnoty mieszkaniowej WAM przelała część zaległych od kilku lat należności w kwocie ponad 70 tysięcy złotych z odsetkami.

Samych odsetek było kilkanaście tysięcy, co po doliczeniu kosztów sądowych spowodowało to straty WAM ponad 20 tysięcy złotych. Oczywiście zapłacą za to lokatorzy podlegli pod WAM. Przykro mi, ale co zrobić. Na razie nie słyszę, jakie wnioski wyciągnięte zostaną w stosunku do dyrektora OR WAM za taką "gospodarność".
Dzisiaj natomiast dowiedziałem się, że pan dyrektor instytucji zajmującej się skargami, wysłał moją skargę/ skierowaną do MON/, do naczelnego dyrektora WAM, który ma mi udzielić odpowiedzi i powiadomić pisemnie tego dyrektora, który przysłał mi list. Instytucje wojskowe w Warszawie pogłębiając bezprawie, wydaja jednocześnie pieniądze na podupadającea pocztę.

I tak oto, na skargę kierowana przeze mnie na funkcjonowanie WAM, odpowiedzi ma mi udzielić szef tej źle funkcjonującej instytucji.

To jest ten cały koślawy system, w którym nie odpowiadają na zażalenia szefowie instytucji, do których kierujemy skargi, ale winni tych zaniedbań lub też często ich rzecznicy.
Specjalnego potraktowania wymagają wspomniani rzecznicy prasowi. W samych siłach zbrojnych zostało utworzonych około tysiąca tych stanowisk, a są to ludzie, których w poprzednim systemie nie było, a siły zbrojne przypominały bardziej wojsko, niż dzisiejsze wojsko pospolite ruszenie. W kraju mamy ich pewnie z kilkadziesiąt tysięcy, ludzi zajmujących się owijaniem bzdur w piękne papierki. Gdy w wojsku dodamy do tego jeszcze wszelkiego rodzaju konwenty, przedstawicieli różnych środowisk żołnierskich, to wyraźnie widać, że nie ma kto w wojsku pełnić służby i brać udziału w ćwiczeniach.
Obserwując brak profesjonalnego działania żołnierzy kompanii reprezentacyjnej WP uznałem, że zamiast informować o tym opinię publiczną, skieruję informację do dowódcy garnizonu Warszawa. Jak otrzymałem odpowiedź od rzecznika prasowego DGW, to nie mam pewności, czy tenże rzecznik nie zamiótł sprawy pod dywan i nie przekazał tej informacji do któregoś z dowódców plutonów i zaczynam żałować, że zdjęcia nie wysłałem do gazety.

Stąd mamy sytuację, że zamiast podpisu ministra w odpowiedzi na zarzuty bezprawia widnieją podpisy odpowiedzialnych urzędników lub wyspecjalizowanych w odpisywaniu na skargi pułkowników lub wysoko uposażonych cywilnych biurokratów. Taki system musi gwarantować bezkarność i zachęca do arogancji w stosunku do petentów.Czekam więc na odpowiedź z WAM i przygotowuję się do następnych spraw sądowych, które mam nadzieję zwiększą koszty opłat sądowych, a wspólnota mieszkaniowa odzyska należności wraz z niezbędnymi odsetkami, które wbrew pozorom są wyższe od najlepszego oprocentowania w bankach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Podobin




Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 432
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 66 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie 18:36, 07 Cze 2015    Temat postu:

Udział polskich żołnierzy w tzw. Misjach zagranicznych chwilowo został ograniczony. W stolicy stanął pomnik poświęcony tym, co nie wrócili z Iraku i Afganistanu. Media przestały interesować się tematem, ale tragedie młodych ludzi są ciągle wokół nas, a odpowiedzialne MON zbyt szybko zapomina o ofiarach tamtych wojen

Starszy plutonowy Mariusz Saczek jest weteranem wojennym. 27 lipca 2010 r. w Afganistanie Rosomak, którym jechał z sześcioma innymi żołnierzami wjechał na minę pułapkę. W wyniku wybuchu Saczek miał w trzech miejscach złamany kręgosłup, uszkodzony rdzeń kręgowy. To spowodowało niedowład nóg. Porusza się na wózku i o kulach. „Nie mam do nikogo pretensji o to, co wydarzyło się na misji. Pojechałem jako żołnierz, pod flagą Polski. Łopotała cały czas nad moją głową. Ale w sytuacji, w jakiej się potem znalazłem, oczekiwałem pomocy ze strony państwa. I jej nie dostałem” - mówi.

Był pan zadowolony z leczenia w wojskowych szpitalach, z rehabilitacji?

Po wypadku miałem pięć operacji. Byłem w Bagram, w Gazni, potem w Ramstein. Stamtąd przetransportowali mnie do Warszawy. Trafiłem do Wojskowego Instytutu Medycznego, ale na krótko. Przebywałem tam pięć dni i to był najbardziej traumatyczny okres w moim życiu. Mój stan był taki, że nie mogłem ruszyć głową na poduszce. W Ramstein leżąc dwadzieścia dni cały czas miałem dostęp do morfiny ze względu na przewlekły, niesamowity ból. W Warszawie dostałem tabletkę ketonalu. Rodzina wymogła na dyrekcji szpitala przeniesienie mnie do Bydgoszczy do innego wojskowego szpitala.
W polskich szpitalach od samego początku na każdej wizycie wciąż słyszałem słowa: „Adaptacja do wózka”. Bo tak jest najtaniej, najprościej i najszybciej. Myślałem, że ten wózek to ma być etap przejściowy, a docelowo będą mnie rehabilitować, żebym miał szansę żyć bez wózka.
Do czasu, kiedy płynęły pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia miałem rehabilitację. Po kilku miesiącach skończyły się pieniądze z NFZ, ministerstwo też nie płaciło. Doszło do takiej sytuacji, że miałem tylko godzinę rehabilitacji dziennie, reszta to było leżenie w łóżku i patrzenie w sufit.
Po opuszczeniu szpitala w Bydgoszczy, od razu stamtąd trafiłem do 21 Wojskowego Szpitala Uzdrowiskowo-Rehabilitacyjnego w Busku-Zdroju. Część tego pobytu pokryło NFZ, dwa turnusy należały mi się po misjach, MON za to zapłacił, a potem rehabilitowałem się prywatnie. Ministerstwo nie ma ośrodków specjalistycznych np. neurologicznych, wszystkie są tzw. ogólnorozwojowe, żeby móc się dobrze rehabilitować niestety trzeba płacić z własnej kieszeni. Od 2012 roku zacząłem prywatną rehabilitację pod Bydgoszczą w ośrodku „Neuron”, który specjalizuje się w typowej rehabilitacji neurologicznej, do tego leki, prywatne konsultacje neurologiczne - to wszystko kosztowało mnie około 100 tysięcy zł.
Nie ma dobrej opieki ze strony MON?

Jedyne co MON robi, to nas wszystkich, niezależnie od schorzeń wysyła do Lądka- Zdroju na rehabilitację i mają „odhaczone”. Byli, skorzystali, rehabilitowali się. Takie jest podejście, a że tam nie ma specjalistycznej rehabilitacji, to już nikogo nie interesuje. W tym ośrodku nie ma nawet wind, żadnych podjazdów. Osoby niepełnosprawne takie jak ja, tam nie odnajdą się. A w telewizji pokazuje się ładne obrazki, przekaz jest taki: „O nasi weterani uśmiechnięci, zadowoleni”. Taka jest wojskowa propaganda. Nie sztuka otworzyć Dom Weterana w Lądku-Zdroju, który tak naprawdę nie jest przystosowany do potrzeb weteranów. Mija się to z jakimkolwiek celem. W MON nie ma koordynatorów, którzy nadzorują, co się dzieje z leczeniem weterana, oczywiście są różne departamenty, Inspektorat Służby Zdrowia, ale każdy z nas zdany jest tylko na siebie.
Absurdem jest, że w ramach obowiązujących przepisów wszystko dzieje się na wniosek zainteresowanego. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: żołnierz doznaje ciężkiego urazu głowy i w wyniku tego ma poważne zaburzenia psychiczne. Nie ma rodziny, bliskich, a potrzebuje pomocy. Czy taka osoba, sama będzie o nią wnioskowała, skoro nie jest w stanie sama podejmować racjonalnych decyzji? A procedury są takie, że o każdy rodzaj leczenia, terapii, żołnierz musi sam wnioskować.

Czytaj całość: [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jaskol
Administrator



Dołączył: 03 Sty 2008
Posty: 32
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:07, 13 Mar 2018    Temat postu: Rząd zapomniał o polskich weteranach

Czas zaciera pamięć. Politycy mają nowe obiekty do wzajemnych połajanek, zwycięzcy z wielkim zapałem rozkoszują się zwycięstwem, a pokonani zbierają siły do czekających ich zmagań?
Irak i Afganistan, to przecież historia, o której ktoś przypomni sobie z okazji święta ustanowionego na cześć poszkodowanych. Władza ufundowała pomnik i uchwaliła żebraczą ustawę, która jest przykładem na sytuację- o tych co zrobili swoje, a teraz ……..
Dobrze, że znalazł się dziennikarz „RZ” i przypomniał o tej wstydliwej sytuacji.
Szkoda, że nasi byli i obecni dowódcy również wzorem polityków zapomnieli o swoich podwładnych i największa uwagę skupiają na dalsze wspinanie się po szczeblach własnej kariery. Inaczej to było tam, gdzie śmierć i kalectwo zaglądało w szeregi wojska codziennie.
Czy nie wstyd Wam panowie generałowie, że jeszcze wciąż żołnierze czekają na to, co w innych armiach już dawno załatwiono?
Zresztą poczytajmy sami.

Od kilku miesięcy w rządowej zamrażarce leży projekt noweli ustawy o uczestnikach misji wojskowych.
Nie wiadomo, czy nowa ekipa Ministerstwa Obrony Narodowej będzie starała się zmodyfikować projekt ustawy o weteranach. Postulują to niektóre organizacje. Nie wiadomo też, kiedy zajmie się nim rząd.
PONIŻEJ DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU
– MON zapomniał o weteranach, skupił się na wsparciu dla Żołnierzy Wyklętych – uważa gen. Jarosław Stróżyk z Fundacji Stratpoints, która rusza z programem „Weterani są wśród nas”.
Z przygotowanej nowelizacji wynika, że uwzględniła ona głównie postulaty zgłaszane wcześniej przez Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych poza Granicami Kraju. Ministerstwo proponuje m.in. zwiększenie dodatku dla weterana poszkodowanego, gdy uszczerbek na zdrowiu wynosi ponad 30 proc. Resort chce poszerzyć także prawo do uzyskania przez nich pomocy finansowej na naukę. Proponuje też wprowadzić mniejszą odpłatność za pobyt w Domu Weterana.
Weterani, których uszczerbek na zdrowiu wynosi co najmniej 30 proc., mogliby raz w roku wziąć udział w bezpłatnym turnusie readaptacyjno-kondycyjnym. Wydatki na leczenie wszystkich schorzeń w odniesieniu do tych weteranów miałyby być finansowane z budżetu resortu obrony narodowej. Mieliby także prawo do leczenia poza kolejnością.
Niektóre zapisy nowelizacji zostały krytycznie ocenione m.in. przez Ministerstwo Finansów. Resort obrony pierwotnie szacował roczne koszty wprowadzanych zmian na 3,5 mln zł. To wzbudziło zastrzeżenia ministra finansów, bo nie uwzględniono planowanych wydatków, m.in. na dodatkowe kształcenie weteranów, ulgowe przejazdy komunikacją, możliwość bezpłatnego korzystania z samorządowych obiektów sportowych.
Inne zapisy projektu są krytykowane przez samych weteranów. Generał Jarosław Stróżyk wskazuje, że żołnierze, którzy byli na misjach, muszą się starać o status weterana i np. dostarczać dokumenty o niekaralności. – Weteranem, tak jak w Stanach Zjednoczonych, powinien być każdy, niejako z automatu, uczestnik misji. Staranie się o status weterana przez tych żołnierzy jest dla nich uwłaczające – mówi „Rzeczpospolitej”.
Dodaje, że nie zgadza się też z dzieleniem weteranów na mniej lub bardziej poszkodowanych, co przewiduje nowelizacja ustawy. Z kolei uczestnicy misji ONZ zwracają uwagę, że ustawa nie obejmuje uczestników komisji międzynarodowych.
Z informacji umieszczonej na stronie Rządowego Centrum Legislacji wynika, że projekt noweli ustawy jest gotowy od listopada poprzedniego roku. MON poza informacją, że projekt jest, nie odpowiedział nam na pytanie, czy zostaną w nim wprowadzone korekty.
– Opieramy się na wzorcach amerykańskich, gdzie jest duży szacunek dla weteranów. Z jednej strony oczekujemy wsparcia ze strony MON, a z drugiej staramy się budować pewną wrażliwość społeczną wobec tych osób – podkreśla gen. Jarosław Stróżyk. Stąd apel do różnych podmiotów, aby przyłączyły się do programu „Weterani są wśród nas” i wsparły materialnie te osoby.
– Może to być tańszy bilet do kina dla weterana, na basen czy siłownię. Chcemy budować atmosferę przyjazną dla weteranów – dodaje generał.
Przez misje wojskowe od 1953 r. przewinęło się 112 tys. żołnierzy. Tylko w Afganistanie służyło 28 tys.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jaskol
Administrator



Dołączył: 03 Sty 2008
Posty: 32
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:13, 13 Mar 2018    Temat postu:

Mieczysław Jarońko udostępnił post użytkownika Stratpoints.
9 marca o 12:48 ·


Problem żołnierzy Rzeczypospolitej.

Weterani, szczególnie po Iraku i Afganistanie, zawsze byli wielkim problemem dla MON-u. Przypominam, że minister Siemoniak postanowił nawet pozbyć się ich z armii pod pozorem...braku etatów. W efekcie, najlepiej wyszkoleni polscy żołnierze, przy akceptacji generałów, odchodzili do cywila i to w sytuacji, kiedy narastało zagrożenie ze wschodu i wybuchła Ukraina! Jeden z najważniejszych generałów powiedział nawet, że mogą wrócić do armii jako "synowie marnotrawni". Nie chcę podawać nazwiska generała gdyż Stratpoints zapewne mnie też wyrzuci. Ale zastanowił bym się nad czymś innym. Czy przypadkiem nie potrzebna jest ustawa, która umożliwi kontakty żołnierzom i weteranom którzy już odeszli z armii, z ich macierzystymi jednostkami. Generałowie są zapraszani do jednostek z różnych okazji, nawet jak w danej jednostce nie służyli i nigdy nie byli. Dlaczego nie ma ustawy, która wręcz zobliguje dowódców jednostek do zapraszania swoich byłych żołnierzy i weteranów nie tylko z powodu świąt wojskowych i państwowych? Dlaczego pozabierano im przepustki, dzięki którym mogli by wchodzić choćby do kantyn, kin, basenów, kortów czy nawet do parku? Czy nie należy obecnie podejrzewać, że jednostki boją się swoich byłych żołnierzy, a wiadomo, że tak naprawdę to dowódcy tych jednostek boja się swoich przełożonych. A nuż wpuszczą do jednostki jakiegoś weterana z czasów PRL! A dlaczego generał co służył w PRL-u to nic szkodliwego, zwłaszcza że wielu jeszcze służy? Chcę jednak przypomnieć, że żołnierz Rzeczypospolitej, zawsze pozostaje żołnierzem, jeżeli tyko złożył przysięgę wojskową na wierność wolnej i niepodległej Ojczyźnie. Po 1989 r wszyscy żołnierze składali nową rotę przysięgi i ona obowiązuje zarówno w ich sercach, postawie jaki wierności Rzeczypospolitej. Myśmy służyli jeszcze w PRL-u, tak samo jak obecnie rządzący i politycy kończyli w tamtym czasie szkoły i uczelnie. Robili doktoraty a nawet profesury. Nie można przyjmować do wiadomości że przed 1989 r nie było Polski. Jeśli tak, to nie ma wielu generałów, pułkowników, sierżantów, magistrów, doktorów, profesorów, dyplomatów.... Nie ma Polski?
Komentarz:
Proszę mi znaleźć siły zbrojne w których szef MON zabronił zapraszać rezerwistów do koszar i obiektów kulturalnych. Ponadto, czy ktoś wskaże wojska, które w garnizonach nie mają swoich klubów garnizonowych" Panowie generałowie, to wstyd!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
aryski




Dołączył: 13 Cze 2009
Posty: 272
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 18:55, 25 Kwi 2018    Temat postu: Żołnierze gorszego sortu

v

Tp tylko ułamek zamiarów obecnych ideologów. Starsze pokolenie zapewne pamięta ich poprzedników, co to zastępowali Boga Leninem i Marksem. Czy jednak głupota ma cechować zawsze polską samorządność? Młodzież wychowana na hasłach Solidarności i nowej ideologii wypaczają rodzima historię.
To powinno spotkać się z pełnym protestem.

Trzeba podziękować redakcji Przeglądu, że podniosła ten temat.

Bili się za Polskę. Teraz żołnierzom Ludowego Wojska Polskiego odbierają honor i emerytury

Bili się za Polskę, przelewali za nią krew. Przez trzy lata codziennie stawali oko w oko ze śmiercią. Tysiące z nią przegrało. Byli bohaterami wojny, zwycięskiej wojny. Dziś są gorszymi kombatantami. Poniża się ich i obraża. Odmawia im patriotyzmu. Odbiera honor i emerytury. To żołnierze Wojska Polskiego, których szlak bojowy wiódł od Lenino do Berlina, a po drodze były Dęblin i Puławy, przyczółek magnuszewski, warszawska Praga, pomoc powstańcom, Jabłonna i Legionowo, wyzwolenie Warszawy i dalej Wał Pomorski, Kołobrzeg, Trójmiasto, forsowanie Odry, Budziszyn i czeska Praga.

Dobiegała końca II wojna światowa. Oddziały 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, wchodzące w skład 1. Armii Wojska Polskiego, często określanego jako Ludowe Wojsko Polskie, w drodze na Berlin musiały jeszcze sforsować Odrę. Tam znów wielu dosięgła śmierć. Niedaleko Berlina zginął żołnierz 5. pułku piechoty, ppor. Ryszard Kulesza. Przeszedł cały szlak bojowy 1. Armii. Zginął podczas rekonesansu pozycji przy wale przeciwpowodziowym. Był podwładnym i dobrym kolegą późniejszego generała Wojciecha Jaruzelskiego, który wówczas w stopniu podporucznika służył w oddziale zwiadu. Razem rozpoczynali służbę wojskową w szkole oficerskiej w Riazaniu, ich szlak bojowy prowadził m.in. przez powstańczą Warszawę. Jaruzelski moment śmierci Kuleszy wspominał tak: „Był strasznie zmęczony, padał z braku snu. Wykrzyczałem mu treść zadania i on, półprzytomny, poszedł, by je wykonać”. Kulesza cieszył się szacunkiem kolegów i podwładnych. Słynął z odwagi, efektownych i jednocześnie skutecznych akcji zwiadowczych. Śmiertelnie ranny, szepnął przed śmiercią do kolegi: „Mietek, wyciąg mi z kieszeni zegarek. Zobacz, która godzina. Powiedz wszystkim, o której umarłem”. Była 17.05.

Wszędzie, gdzie ciężkie walki toczyły dywizje Ludowego Wojska Polskiego, jego żołnierze, zwani potocznie berlingowcami lub kościuszkowcami, ponosili duże straty.

Danina krwi

Tak było w lutym 1945 r. w Kołobrzegu, zamienionym przez Niemców w twierdzę. Rozegrały się tam niezwykle krwawe walki uliczne. Jednym z wielu żołnierzy Wojska Polskiego poległych w tej bitwie był ppor. Edmund Łopuski, który z zaciśniętym w dłoni pistoletem zginął od kuli snajpera, prowadząc atak na koszary. Jego śmierć tak opisywał frontowy kolega Tadeusz Banasiak: „Stałem za murem po prawej stronie ulicy. To już było po zdobyciu czerwonych koszar, skąd jakby bokiem wychodziło nasze dalsze natarcie. Chcieliśmy przejść na drugą stronę ulicy. Łopuski dostał śmiertelny strzał od strzelca wyborowego przy ul. Mazowieckiej 39. Nie można było odciągnąć jego ciała z powodu huraganowego ognia nieprzyjaciela. Wyniesiono je dopiero po wyparciu Niemców. Wcześniejsze próby spowodowały śmierć jednego i zranienie czterech żołnierzy”. Edmund Łopuski przeszedł niemal cały szlak bojowy 1. Armii. Pozostawił narzeczoną, do której zdążył jeszcze przed śmiercią napisać kilka zdań: „Trudno – to wszystko robi się dla ojczyzny. Z wieloma kolegami pożegnałem się już na zawsze i ta zmora również bardzo często krąży wokół mnie… Patrząc do lustra, nie poznaję siebie, zwłaszcza kiedy jestem nieogolony…”. Żołnierskie męstwo Łopuskiego upamiętniono, nazywając jego imieniem jedną z ulic w Kołobrzegu. Nie podzielił losu wielu tysięcy zaginionych i zabitych żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, którzy krwawo płacili za wyzwolenie ojczyzny, a potem zostali zapomniani.

Choć sytuacja polityczna zmusiła ich do walki pod zwierzchnictwem Armii Czerwonej, to pod Lenino, w Warszawie czy w Berlinie umierali za wolną Polskę, tak samo jak żołnierze 2. Korpusu Polskiego pod Monte Cassino czy pancerniacy z dywizji Maczka w Zachodniej Europie. Znaleźli się w tej armii z różnych powodów, ale najczęściej mieli do wyboru: zostać berlingowcami albo umrzeć gdzieś w obozie pracy, zamarznąć w lasach na Syberii lub zginąć w katowni NKWD. Dla dziesiątków tysięcy Polaków wywiezionych w głąb Związku Radzieckiego wstąpienie do berlingowców było jedyną szansą na uratowanie życia. Szansą bardzo nikłą, gdyż ci głodni, wynędzniali żołnierze stawali do walki z dobrze wyposażonym, zaprawionym w bojach wrogiem. Czekały ich nierzadko głód, siarczysty mróz, przemarznięte nogi. „W okopie woda wlewała się do butów. Podchodziła coraz wyżej. Ze szpadli i wycieruchów położonych w poprzek składaliśmy prymitywne nosze, chroniące nasze nogi przed pogrążeniem w wodzie”, wspominał kawalerzysta Tadeusz Fikowicz, uczestnik słynnej szarży polskiej kawalerii pod Borujskiem. Był zwykłym żołnierzem. Walczył za Polskę, która mogła być wtedy wolna na tyle, na ile pozwalała sytuacja polityczna. Po wojnie osiadł w Koszalinie. Takich jak on było wielu. Ci, którzy przeżyli wojenne piekło, często osiedlali się na ziemiach zachodnich i północnych, przechodzili do cywila, zakładali rodziny, wiedli w miarę normalne życie.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 17-18/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Nasze Forum "VOX MILITARIS" Strona Główna -> A JA UWAŻAM, ŻE ...
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin