Forum Nasze Forum "VOX MILITARIS" Strona Główna Nasze Forum "VOX MILITARIS"

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ostateczna dezorganizacja Sił Zbrojnych

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Nasze Forum "VOX MILITARIS" Strona Główna -> "VOX MILITARIS", OBRONNOŚĆ, POLITYKA, WOJSKO W KRAJU I NA ŚWIECIE
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Podobin




Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 422
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 66 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie 12:33, 03 Lut 2013    Temat postu: Ostateczna dezorganizacja Sił Zbrojnych

Przy biernym stosunku środowisk wojskowych, a szczególnie tych skupionych w organizacjach żołnierzy rezerwy, czy też generalicji skupionej w elitarnym klubie, sprawami obronności jak zawsze interesują się cywile. A jest o czym dyskutować, aby nie dopuścić do ostatecznego rozbicia struktur wojska.

Trafnie ujmuje to autor poniższego artykułu, przypominając przedwojenne poszukiwania „genialnych” rozwiązań dowodzenia silami zbrojnymi, w rezultacie których w 1939 roku nie mieliśmy zgranych i wyszkolonych sztabów. Dziś sytuacja ma się powtórzyć. Niewidzialne ręce, wśród których bryluje gen Koziej, a którego doświadczenia dowódcze zakończyły się na szczeblu kompanii, przedstawiają nowe rozwiązania niespotykane w żadnych armiach świata.
W myśl przygotowywanych przez wspomnianego generała propozycjach zlikwidowana ma być zasada jednoosobowego dowodzenia i jednoosobowej odpowiedzialności, na rzecz jakiegoś duetu wojskowych, na czele których ma stanąć ma super minister/ którym zazwyczaj jest dyletant w zakresie obronności/ i poprzez swoje rozkazy ma dowodzić armią na co dzień i przygotowywać ją na wypadek wojny. Tego nie wymyśliłby z pewnością największy wróg naszego kraju, bowiem głupota posiada również swoje granice.

Oczywiście założenia nie wspominają tu o konstytucji, bowiem jej złamanie nie interesuje projektantów, oni zapewne uważają, że ich pomysły muszą spowodować automatycznie jej przerobienie, tak jak nie interesuje ich też rola prezydenta jako Zwierzchnika Sił Zbrojnych. Ale skoro robi to jeden z najbliższych pracowników Belwederu, to trudno o logiczne wytłumaczenie. Tylko taka sytuacja jest niezgodna z polską racją stanu, bowiem kompletnie dezorganizuje system szkolenia, dowodzenia i przygotowania kraju na wypadek wojny.
Reforma czy dekonstrukcja?
Adam Danek
Początek nowego roku upływa tzw. komentatorom tak samo, jak końcówka ubiegłego – na dywagowaniu, co ważnego dla Polski wydarzy się w roku 2013. Jeśli wierzyć zapowiedziom ze źródeł rządowych, upłynie on pod znakiem istotnych reform w instytucjach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo naszego państwa.
Pierwsza z nich dotyczyć ma armii. Rząd zapowiada odejście od dotychczasowego systemu dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP. Według upublicznionych niedawno założeń obejmą je dwie nowe jednostki organizacyjne. Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych przejmie dowodzenie całością polskich wojsk na stopie pokojowej, natomiast Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych – dowodzenie jednostkami wojskowymi zmobilizowanymi podczas wojny lub stanów wyjątkowych oraz biorącymi udział w misjach zagranicznych.
Szefowie obu Dowództw podlegać mają ministrowi obrony narodowej bezpośrednio, z pominięciem szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Znaczenie samego Sztabu Generalnego zredukowane będzie do roli organu planistycznego i doradczego ministra. W zakresie zadań Sztabu pozostaną: planowanie strategicznego użycia sił zbrojnych, opracowywanie długoterminowych planów i programów rozwoju armii oraz nadzór nad ich realizacją. Ponadto prezydent będzie mógł na wniosek premiera już w czasie pokoju wyznaczyć osobę, która będzie przygotowywać się do objęcia stanowiska Naczelnego Dowódcy z chwilą wybuchu wojny.
Druga reforma dotyczyć ma Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jej założenia przewidują m.in. odebranie tej służbie uprawnień śledczych. Zreorganizowana Agencja będzie mogła prowadzić śledztwa wyłącznie w zakresie swoich działań kontrwywiadowczych i antyterrorystycznych. Mówi się też o likwidacji pionów ABW odpowiedzialnych za zwalczanie przestępczości gospodarczej i handlu narkotykami oraz przeniesieniu zatrudnionych w nich funkcjonariuszy do Centralnego Biura Śledczego.
rozbicie hierarchicznej struktury Sił ZbrojnychProponowana przez rząd reforma systemu dowodzenia oznacza rozbicie hierarchicznej struktury Sił Zbrojnych, które powinny w całości podlegać jednemu dowódcy wojskowemu, także podczas pokoju. Jeżeli rządowe założenia zostaną urzeczywistnione, faktycznie ich najwyższym dowódcą zostanie minister obrony – cywilny polityk, czyli wojskowy dyletant.
Rozdzielenie dowodzenia ogólnego i dowodzenia operacyjnego również nie budzi dobrych skojarzeń, ponieważ tego rodzaju dwudzielność wprowadzono już raz w Wojsku Polskim, ze szkodliwym skutkiem. Po przewrocie majowym Marszałek Józef Piłsudski zrealizował w armii swoją koncepcję oddzielenia „toru pokojowego” i „toru wojennego” prac wojskowych (służby materiałowej i służby operacyjnej) oraz odpowiadającego mu podziału na dowódców administracyjnych i dowódców frontowych.
Za przygotowania do przyszłej wojny odpowiadał odtąd utworzony 6 sierpnia 1926 r. Generalny Inspektorat Sił Zbrojnych, a w terenie podlegli mu Inspektorzy Armii. Za codzienne administrowanie wojskiem odpowiadało nadal Ministerstwo Spraw Wojskowych, a w terenie Dowództwa Okręgów Korpusów. Sztab Generalny Wojska Polskiego (w 1928 r. przemianowany na Sztab Główny) podporządkowany został obu tym centrom.
Zawiły system dowodzenia zaprowadzony przez Marszałka Piłsudskiego w praktyce doprowadził w latach 1926-1939 do częstych sporów kompetencyjnych w obrębie armii, a niekiedy nawet rodził chaos decyzyjny w instytucji, której najgłębszą istotę stanowią przecież hierarchia, ścisła organizacja i dyscyplina. Przedstawione niedawno założenia reformy wydają się częściowo nawiązywać do tego wzorca, np. odtwarzają właściwie stanowisko Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych – Naczelnego Dowódcy na czas wojny wyznaczonego jeszcze w czasie pokoju, nie będącego szefem Sztabu Generalnego WP. Mocnym punktem rządowych propozycji jest za to zmniejszenie w Siłach Zbrojnych liczby dowództw najwyższego szczebla z siedmiu do dwóch, a zatem większe skoncentrowanie znacznie dotąd rozproszonego procesu dowodzenia. Z postulatem tym kłóci się jednak uniezależnienie dowództw od Sztabu Generalnego: rząd chce jednocześnie scalać i rozbijać tę samą strukturę.
Z proponowanej przez władze reformy ABW wyziera natomiast dążenie do okrojenia kompetencji tej ważnej służby. Część dziennikarzy upatruje w nim zemsty urzędującego premiera za to, że Agencja podjęła w końcu czynności wobec miejsca pracy jego syna – spółki Amber Gold – a także wykryła uwikłania polityków rządzącej koalicji w malwersacje finansowe. Czy tak jest w istocie, trudno spekulować.
Reformy w zasugerowanym przez rząd zarysie nie przyczynią się do wzmocnienia naszego państwa. Nadzieja w tym, że mogą podzielić los wielu radykalnych zmian zapowiadanych przez polskich polityków i jak zwykle wszystko skończy się na stopniowo wyciszanym gadaniu. Przynamniej przeciw drugiej z nich zaoponuje być może ośrodek prezydencki, który sygnalizował już odmienne od rządowych poglądy na reformę służb specjalnych, a który między innymi wysuwa postulat – tym razem słuszny – włączenia Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego w strukturę Sił Zbrojnych RP także w okresie pokoju.
Reorganizacja instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa bywa co pewien czas niezbędna, lecz nie może oznaczać ich częściowej dekonstrukcji, jaką dziś proponuje polski rząd. Pozytywny program w tej kwestii musiałby jednak poza wewnętrzną reorganizacją poszczególnych instytucji obejmować także zmiany prawno-polityczne. Nie tylko ABW, ale wszystkie służby ochrony państwa oraz formacje mundurowe powinny być w ostatniej instancji podporządkowane organowi, który zgodnie z literą konstytucji „stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium”, a ponadto jest „gwarantem ciągłości władzy państwowej” – Głowie Państwa.
W obecnych warunkach ustrojowych podporządkowanie to można by urzeczywistnić, wprowadzając do konstytucji z 1997 r. zapis wzorowany na jej artykule 134:
„Prezydent Rzeczypospolitej jest najwyższym zwierzchnikiem Służb, Inspekcji i Straży działających w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. W czasie pokoju Prezydent Rzeczypospolitej sprawuje zwierzchnictwo nad Służbami, Inspekcjami i Strażami działającymi w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej za pośrednictwem Ministra Spraw Wewnętrznych.”
Chodzi wszelako o poddanie służb ochrony państwa i formacji mundurowych efektywnemu, a nie jedynie honorowemu zwierzchnictwu Głowy Państwa. Tymczasem w obecnym polskim systemie rządów właściwym zwierzchnikiem ministra spraw wewnętrznych czy ministra obrony narodowej jest premier, a nie prezydent, co czyni zwierzchnictwo „za pośrednictwem ministra” niepewnym, by nie rzec – iluzorycznym. Nabrałoby ono natomiast realnej mocy w wypadku przywrócenia instytucji „ministrów prezydenckich”, która istniała w Polsce w latach 1992-1995.

Zgodnie z obowiązującą wówczas „małą konstytucją” z 17 października 1992 r. obsada personalna stanowisk ministra spraw wewnętrznych, ministra spraw zagranicznych i ministra obrony narodowej musiała być każdorazowo opiniowana przez prezydenta. Ówczesny prezydent Lech Wałęsa skutecznie narzucił jednak i stosował przygotowaną przez jego prawników, daleko idącą wykładnię tego przepisu, która sprowadzała się do tego, że trzech wymienionych ministrów wskazuje głowa państwa, a nie Sejm. Do rozwiązania tego warto powrócić, tym razem w pełni instytucjonalizując je pod względem prawnym.
Obserwowane dotychczas efekty powierzenia kierownictwa spraw wojskowych cywilnym dyletantom, czyli parlamentarnym politykom, wskazują natomiast na potrzebę wprowadzenia ustawowych wymogów kompetencyjnych dla kandydatów na stanowiska kierownicze w MON i MSW.

Nasuwa się bowiem dość zawstydzająca refleksja, że nawet w PRL problem ten rozwiązywano lepiej, niż po 1989 r. W okresie „Polski Ludowej” funkcję ministra obrony narodowej pełnili wyłącznie wyżsi dowódcy wojskowi – tak samo, jak w okresie międzywojennym. Na stanowisko ministra spraw wewnętrznych powoływano doświadczonych funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa (generałowie: Mieczysław Moczar, Franciszek Szlachcic, Mirosław Milewski, Czesław Kiszczak), organów kontroli państwowej (Władysław Wicha) czy w najgorszym wypadku prokuratury (Kazimierz Świtała); całkowicie cywilny minister spraw wewnętrznych z czysto partyjnego nadania był w PRL rzadkością, podczas gdy dziś jest regułą.

Przywołane przykłady nie są zresztą całkowicie pozbawione kontynuacji w czasach obecnych. Do 2011 r. fachowym wiceministrem obrony narodowej był czterogwiazdkowy generał, uprzednio m.in. szef Sztabu Generalnego WP; od 2012 r. wiceministrem obrony jest generał broni. Dlaczego więc nie usankcjonować prawnie tej praktyki?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mryski




Dołączył: 13 Cze 2009
Posty: 265
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:07, 05 Mar 2014    Temat postu:

POLSKA ARMIA -STAN NA DZIŚ !!! dziady z gołymi dupami / KTÓRYMI DOWODZĄ CYWILNE CZUBKI


KU PRZESTRODZE I WEZWANIU DO OPAMIĘTANIA SIĘ AGRESYWNYCH KURDUPLI Z IMMUNITETAMI POSELSKIMI Z MANIĄ POCZUCIA MISJI … RATOWANIA ŚWIATA

“najpierw trzeba mieć środki i możliwości”
Nie oszukujmy się. Gdyby Polska znalazła się w obliczu zagrożenia militarnego – jest praktycznie bez szans. Rodzimi stratedzy wojskowi, a za nimi politycy naiwnie sugerują, że nasza armia jest w stanie odeprzeć pierwsze uderzenie wroga i- mówiąc językiem sportowym- utrzymać się na nogach do czasu przybycia pomocy z zewnątrz, czyli od strony Nowego Wielkiego Brata, co -moim zdaniem-jest tylko mrzonką i pobożnym życzeniem. Gdyż Wielki Brat widzi ważniejsze zadania dla siebie i za głupotę innych głowy nadstawiać nie będzie. A poza tym , w jego naturze leży merkantylizm – jak włoży w coś centa, to musi wyjąć dolara. Zupełnie odwrotnie niż my.
Dlaczego jestem pesymistą ? Po pierwsze dlatego, że w oficjalnym i przedstawionym wyżej… samym założeniu najwyższych wodzów RP… już przebija się niewiara w możliwości bojowe naszego wojska, więc dlaczego miałbym w jego siłę wierzyć, skoro władza nie wierzy. Po drugie- reprezentacyjnym szwadronem kawalerii z błyszczącymi szablami na pokaz- nawet przy wsparciu tysiąca ministrantów i nie wiem ilu tam jeszcze (utajnionych dla profitów) przewielebnych biskupów-generałów wiele -zwojować w dzisiejszych czasach nie można. Podobnie jak nie może nauczyć religii rozebrana do naga katechetka.
Wojsku potrzeba nowoczesnego sprzętu oraz techniki. A tych, niestety, nie mamy i mieć nie będziemy, bo na to trzeba czasu i pieniędzy. Skoro więc nie możemy na tyle być potęgą, żeby się obronić samemu, a sojusze bywa, że zawodzą (o czym wiemy z autopsji), warto zapytać: – Czy nie lepiej zająć się rozwijaniem gospodarki choćby miał to być nawet przemysł zbrojeniowy dla dzikich plemion typu: łuki, dzidy i kartacze (a stać nas na więcej) , niż dla ”stania na nogach” przez godzinę w razie izulorycznego konfliktu – topić bezpowrotnie przez całe dziesięciolecia i rok po roku grube miliardy w coś, co nie przynosi żadnego pożytku, tylko koszty i straty ?
Rozsądniejsza jest przecież NEUTRALNOŚĆ , tym bardziej, że żaden z polityków nie jest w stanie wskazać choćby w przybliżeniu potencjalnego, militarnego przeciwnika Polski. Niemcy i Chińczycy III Wojnę Światową nie wygrywają armią, a gospodarką. Czy musimy być głupsi od nich ? Wojsko było potrzebne Jaruzelskiemu do utrzymania władzy i po to samo jest potrzebne innym, wcale nie w interesie … narodu. Zasadnicza służba wojskowa natomiast, bardzo by się krajowi teraz przydała.” Zawodowa” armia bowiem, w naszych warunkach, to niewypał. Ale to tak na marginesie.
Ktoś spyta- czy przypadkiem nie żartuję ? I tak i nie. Bo czyż można mówić poważnie o armii, w której na garstkę-średnio- 700 chodzących „boso” żołnierzy, zamiast 0,001 przypada aż 1 cały generał z lancą wraz z baterią kuso odzianych sekretarek i co najmniej batalionem ”panienek” w czarnych sukienkach, których jedyną amunicją są dzwonki, flaszki i kropidła? A w rozdętej do nieprzyzwoitości biurokracji wojskowej pracują tabuny żon, kochanek i różnej maści pociotek, zajmujących się przeważnie własnym makijażem. Przecież nas na taką rozrzutność nie stać !? Nie mówiąc już o osłabianiu gotowości bojowej.
Proszę spojrzeć tylko na Aleję Niepodległości nr 218 w stolicy- jaki tam babiniec ! A do tego – jak szczelnie pilnowany przy pomocy elektroniki i amerykańskich giwer! Lepiej niż najlepszy harem. To nie to, co jednostki wojskowe, gdzie z wiatrówką na plecach, na straży stoi cherlawy rencista, którego bez radaru na kilometr zdradza suchotniczy kaszel. A potem dziwimy się, że nasi chłopcy przelewający krew za Wielkiego Brata i karmieni za to kurczakami futrowanymi… szambem-nie potrafią upilnować własnej bazy.
I „ zabawka” ta- w rękach cywilnych ministrów, z braku kompetencji nadrabiających miną niczym Mussolini- przez pomyłkę zwana wojskiem, kosztuje podatników oficjalnie 40 MILIARDÓW rocznie, bo nieoficjalnie (+ koszty ukryte w innych resortach) pewnie ze…trzy razy więcej. Ile by za to można było stworzyć pożytecznych miejsc pracy ? ile wyprodukować najzdrowszej na świecie żywności, po którą stałyby w kolejce narody świata, pilnując jej bezpieczeństwa ?- szkoda mówić, bo serce boli od widoku skali marnotrawstwa.
No i luksus największy, a dla cwaniaków i Kkat. najważniejszy- wszystko objęte korupcjogenną tajemnicą, dzięki której można kraść, chachmęcić, kombinować i produkować oszustów na pęczki, czego jeszcze gorące przykłady mamy w 36 Pułku, Mielcu, Smoleńsku, w DEW oraz Malborku. A gdyby dobrze poszukać i bez okularów znalazłoby się ich dużo, dużo więcej.
To, co się obecnie w armii dzieje Dzielny Wojak Szwejk by ocenił krótko „syf, kiła i mogiła”. Minister Tomasz Siemoniak ma jednak zadowoloną minę i niczego złego do wiadomości nie przyjmuje. No bo i po co, skoro mamy zieloną wyspę…(?) Przebija nawet pryncypała i ogłasza na Twitterze jeszcze bardziej upiorną zieleń, bo zgniłą, w postaci jakiejś brygady polsko-ukraińsko-litewskiej, w ramach której bez pożytku i potrzeby rozliczania się (w ramach tajemnicy wojskowej) można gdzieś utopić jeszcze parę worków pieniędzy, choć nie ma w Domu Emeryta Wojskowego dla staruszków na papier toaletowy i dla weterana z Afganistanu bez nogi- na kule.
Na wieść o tej inicjatywie Putin, Obama i kanclerz Merkel zanoszą się od śmiechu, bo wiadomo przecież, że w ten sposób ruskich się w buty nie ubierze, a Chińczyków nie przestraszy, gdyby o to chodziło. O co więc chodzi ? Z pewnością nie o bezpieczeństwo Polski, a o propagandę, PR i bezkarne marnotrawstwo. Jednym słowem o swawolną zabawę na koszt podatników, w trakcie której można nabić prywatne kabzy. Do złudzenia kojarzy mi się to z aferą hazardową, albo i jeszcze większą. Ale to jest mój prywatny pogląd. Chyba słuszny, skoro ani Tadziuniowi „Oszustowi”, ani Sławuniowi od Vincentego, ani też halabardnikowi Tomaszkowi za afery w DEW nic złego się nie stało. A przecież choćby tylko dla przyzwoitości powinni oddać miliony, które wspólnie z innymi wyprowadzili z budżetu wojska.
Zamiast zwrotu zdefraudowanego wojskowego majątku, kombinuje się jakby tu jeszcze wyssać z wojska, a to na szemrany podobno Klub Kawalerów VM (o którym pisał ”SENIOR pomaga” i może coś powiedzieć IPN), a to na Klub Generałów, którzy już od lat 70 -tych robili lewe pieniądze na wódce w Domu Rzemieślnika w Jelitkowie k/ Sopotu, itd.
Kto chciałby głębiej i lepiej poznać temat, warto zajrzeć na stronę seniorpomaga.pl i do lektury bloga gen. dyw. Piotra Makarewicza (pioma53@onet.pl), na którym zaniepokojeni sytuacją w wojsku fani generała komentują smutną rzeczywistość i wstydzą się za tegoroczny pokaz wojska „bez skarpetek” w Dniu WP wokół Belwederu.
Prawdę o naszej armii znają jedynie obce wywiady, a my sami faszerowani jesteśmy obłudą i PR, w czym do mistrzostwa doszła mało czytana, a droga w produkcji prasa wojskowa, w której dominują kościelne broszurki. Może i słusznie, bo w razie napaści obcego wojska pozostaje nam tylko modlitwa o lekką śmierć.
Na szczęście- śmierć w towarzystwie 3 drewnianych makiet: małego czołgu na zające, samo zatapialnej łajby oraz drona, którego wymyślono w polskiej WAT, na czym zarabia Wielki Brat. O tych radosnych nowinach, z okazji zbliżających się wyborów i dla pozyskania głosów wprowadzonych w błąd cywilnych oraz wojskowych wyborców poinformowało „ Słońce Peru” w towarzystwie uszczęśliwionego perspektywą nowych zabawek -skąd inąd sympatycznego z wyglądu- „Halabardnika”.
Marnotrawstwo, marnotrawstwo i jeszcze raz marnotrawstwo !!!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
aryski




Dołączył: 13 Cze 2009
Posty: 257
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 17:57, 28 Mar 2014    Temat postu:

Szef BBN dla Nowoczesnej Armii: Nowa strategia dla Polski


Zapraszamy do zapoznania się z rozmową z szefem BBN ministrem Stanisławem Koziejem, opublikowaną w dodatku do dziennika Rzeczpospolita pt. "Nowoczesna Armia". Rozmawiali Rafał Jóźwiak oraz Marek Kłopotowski.




W jednej z ostatnich wypowiedzi były wiceminister obrony narodowej Waldemar Skrzypczak powiedział, że Wojska Lądowe liczą ok. 40 tys. żołnierzy, z czego w jednostkach bojowych znajduje się ok. 15 tys. Dał do zrozumienia, że są to liczby przynajmniej czterokrotnie za małe w stosunku do potencjalnego zagrożenia atakiem ze wschodu. Jaki jest Pana komentarz w tej sprawie?

Gdybyśmy byli państwem cztery razy większym to moglibyśmy mieć czterokrotnie więcej żołnierzy. Natomiast obecna liczebność sił zbrojnych jest optymalna z punktu widzenia dwóch kryteriów. Pierwsze to potrzeby wynikające ze strategicznej oceny zagrożeń i możliwości reagowania na nie. Natomiast drugie kryterium to potencjał naszego kraju, szczególnie w odniesieniu do wysokość nakładów finansowych na obronność. Wzrost liczebności armii – przy obecnych nakładach – musiałby doprowadzić do pogorszenia jej jakości.

Innym rozwiązaniem jest zwiększenie przez państwo wydatków wojskowych. Osobiście nie widzę jednak takiej możliwości i nie budowałbym na takim założeniu modelu rozwoju sił zbrojnych. Oczywiście, podejście to zmieniłoby się, gdyby sytuacja międzynarodowa pogorszyła się w radykalny sposób, gdybyśmy weszli np. w ostrą fazę kolejnej zimnej wojny między Wschodem a Zachodem. Wtedy – będąc państwem brzegowym NATO – musielibyśmy ponownie przeanalizować własny potencjał obronny i wprowadzić systemowe zmiany: w tym np. rozważyć zwiększenie budżetu i liczebności sił zbrojnych.

W innej publikacji stwierdzono, że nie jesteśmy przygotowani do wojny i gdybyśmy zostali zaatakowani, pozostałaby nam jedynie leśna partyzantka.

To chwytliwe hasło publicystyczne. Jednak jeżeli chcemy pisać o tak ważnych sprawach, wymagana jest elementarna wiedza na ten temat i świadomość realiów. Jeśli mówimy o wojnie na dużą skalę, która miałaby na celu pokonanie Polski, to trzeba wiedzieć, że nie wybuchnie ona z dnia na dzień. Nie da się nią zaskoczyć państwa i całego NATO w wymiarze strategicznym, szczególnie przy nowoczesnych środkach rozpoznania, w tym satelitarnych. Proszę zwrócić uwagę, ile trwa konflikt ukraiński, a przecież zbrojne użycie wojska nastąpiło dotąd w niewielkiej skali. Co więcej, to konflikt ze stosunkowo słabym militarnie zdolności oferowanych przez poszczególne krajem, który nie jest członkiem NATO.

Natomiast wojna przeciwko członkowi Sojuszu musiałaby być skrupulatnie przygotowana, na to potrzeba czasu. I nie dałoby się utrzymać tego w tajemnicy. To z kolei dałoby czas na przygotowanie reakcji. Wizja nagłego przetoczenia się przez nasze granice tysięcy czołgów, setek samolotów i zaskoczenia śpiących, nieuzbrojonych polskich żołnierzy i żołnierzy innych krajów NATO jest po prostu nierealna. Natomiast możliwy jest niespodziewany atak aterytorialny: selektywne uderzenia lotnicze, rakietowe, rajdy grup specjalnych lub powietrzno-szturmowych. Jesteśmy w okresie tworzenia systemu, który zabezpieczy nas w przypadku takiego scenariusza.

Dotykamy tu kwestii mobilizacji. Mimo że mamy armię zawodową, wiele jednostek jest częściowo skadrowanych, przygotowanych do przyjęcia rezerwistów i zwiększenia liczebności na czas wojny.

Od bardzo dawna, a szczególnie od pojawienia się masowych armii narodowych, siły zbrojne są w pewnym sensie jak góra lodowa. Na co dzień widoczna jest tylko wystająca nad wodę, niewielka część. To czynna armia okresu pokoju. Natomiast reszta – czyli rezerwy mobilizacyjne - pozostaje poza zasięgiem wzroku. W różnych okresach w odmienny sposób kształtowały się relacje między wielkością armii czynnej, a armią czasu wojny. Można jednak przyjąć, że obecnie nie planuje się zwiększenia liczebności sił zbrojnych w okresie wojny więcej niż trzykrotnie, a dla większości krajów naszego regionu przyjmuje się współczynnik 1,5–2.

Oczywiście zależy to od sytuacji danego państwa: więcej rezerwistów mobilizują kraje neutralne lub działające samodzielnie, na mniejsze obciążenia mogą sobie natomiast pozwolić członkowie sojuszów wojskowych. Oczywiście informacje o faktycznym potencjale mobilizacyjnym pozostają niejawne. Również u nas się ich nie publikuje. Nie jest jednak tajemnicą, że musimy utrzymywać potencjał mobilizacyjny. Ze względu na fakt, że nasza armia zawodowa istnieje dopiero od kilku lat, rezerwiści to głównie osoby, które odbyły zasadniczą służbę wojskową. Tworzymy jednak nowy system mobilizacyjny, ukierunkowany na zagospodarowanie żołnierzy, którym kończą się kontrakty. To wysokiej klasy fachowcy. Trzeba dostosować do tego m.in. system szkolenia rezerwistów.

A co z Narodowymi Siłami Rezerwowymi, 20-tysięczną formacją?

Wszyscy się zgadzamy, że należy przeprowadzić kompleksową reformę NSR, które w obecnej formule się nie sprawdzają. Wprowadzane obecnie korekty poprawiają sytuację, ale nie mogą rozwiązać całego problemu. Zmiany muszą się wpisać w szerszy kompleks działań umacniających system obronny, zwłaszcza na styku sił zbrojnych i jego części pozamilitarnej. Jest to jedno z zadań, jakie postawił nam Prezydent Bronisław Komorowski, a które można określić, jako zwiększenie strategicznej odporności kraju na ewentualną agresję.

Chodzi tutaj o zwiększenie potencjału obronnego Polski w myśl zasady zapisanej już w Konstytucji 3 Maja, że wojsko to tylko wyciągnięta siła obronna narodu. Musimy więc zająć się obronnym przygotowaniem wszystkich struktur państwa i obywateli. Bardzo ważne jest wykorzystanie zaangażowania i entuzjazmu obywateli skupiających się w różnych proobronnych grupach, stowarzyszeniach, organizacjach. W BBN mam np. przyjemność przyjmować – niemal co miesiąc – uczniów klas mundurowych, w których prowadzone są dodatkowe lekcje zawierające elementy szkolenia wojskowego. Ich entuzjazm i zainteresowanie armią trzeba mądrze wspierać i wykorzystywać.

Kolejnym wyzwaniem jest zabezpieczenie obywateli naszego państwa przed zagrożeniami, jakie pojawiają się podczas sytuacji kryzysowych i wojny. Chodzi np. o odbudowanie Obrony Cywilnej, instytucji u nas poważnie zaniedbanej w ostatnich latach. Konieczne jest też odpowiednie przygotowanie instytucji ratowniczych – służby zdrowia czy Straży Pożarnej – a także wykorzystanie na rzecz obronności innych służb i straży, jak np. Policji, czy Straży Granicznej. Trzeba dla nich stworzyć spójny system działania w warunkach zagrożenia i wojny. Wiąże się z tym także uodpornienie krytycznej infrastruktury kraju na atak. Jeżeli tego nie zrobimy, to mimo posiadania nowoczesnych sił zbrojnych Polska będzie miała ograniczone możliwości przeciwstawiania się realnym zagrożeniom militarnym. Wszak wojny nie prowadzi tylko wojsko, ale cały naród i wszystkie struktury państwa.

W ramach wzmocnienia strategicznej odporności kraju istotne jest ukierunkowanie sił zbrojnych na obronę własnego terytorium. Przykładem są Wojska Specjalne. To doskonale wyszkolone formacje, doświadczone i wyspecjalizowane w działaniach ekspedycyjnych. W ramach nowej doktryny istnieje niewątpliwie potrzeba przeglądu i swoistego przekserowania ich zadań także na te związane z bezpośrednią obroną własnego terytorium. Odnosi się to również m.in. przygotowania ich do organizowania i przeprowadzania profesjonalnych działań nieregularnych w ramach oporu zbrojnego na obszarach zajętych przez ewentualnego agresora.

Stosunkowo niedawno ogłoszono tzw. Doktrynę Komorowskiego. Czy mógłby Pan ją przybliżyć Czytelnikom?

Doktryna Komorowskiego to nowy kierunek strategicznego myślenia o bezpieczeństwie Polski. Został on zainicjowany podczas prac nad zleconym przez Prezydenta RP Strategicznym Przeglądem Bezpieczeństwa Narodowego. Jego wnioski zostały zapisane m.in. w Białej Księdze Bezpieczeństwa Narodowego RP, a obecnie są one konkretyzowane w projekcie nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. Zastąpi ona dokument z 2007 roku.

Doktryna obejmuje cztery główne założenia. Po pierwsze – przeniesienie priorytetów z zewnętrznych zadań (misji wojskowych) realizowanych poza obszarem Polski i NATO na zadania związane z bezpieczeństwem własnego kraju. A więc skupienie się na tym podstawowym, opisanym przez konstytucję celu sił zbrojnych. Niestety, w ostatnich latach cel ten pozostawał nieco przesłonięty przez znaczny udział Polski w misjach zagranicznych.

Po drugie, uświadomienie decydentom i zwykłym Polakom faktu, że nasze bezpieczeństwo zależy w pierwszej kolejności od własnych zdolności; że trzeba porzucić myślenie, które się przewijało szczególnie krótko po wstąpieniu do NATO, że Sojusz nas obroni. Nie ma samoistnego potencjału wojskowego pod nazwą NATO, bez jego członków. To suma zdolności oferowanych przez poszczególne kraje. Jeżeli nie wniesiemy własnej siły do tego paktu, to w miejscu, w którym żyjemy, pojawi się militarna pustka. Jeżeli więc chcemy, by Sojusz Północnoatlantycki skutecznie działał na naszą rzecz, musimy dysponować liczącą się siłą. W połączeniu z potencjałem sojuszników zapewni to nam pożądany poziom bezpieczeństwa. Jednak pamiętajmy, że podstawowym filarem bezpieczeństwa Polski są własne zdolności, zaś pomoc sojuszników – zgodnie z nazwą – pełni tylko rolę wsparcia.

Trzecie założenie, które pozostaje w ścisłej korelacji z poprzednimi, dotyczy polskiego potencjału wojskowego. Musi on zapewniać przede wszystkim zdolność do obrony własnego terytorium i właśnie to powinno być naszą specjalizacją w ramach NATO. Jesteśmy bowiem państwem położonym na granicy Sojuszu i broniąc skutecznie siebie, zapewnimy też obronę pozostałym członkom tej organizacji. Ten potencjał można także skutecznie wykorzystać do obrony terytorium innych państw – przez przerzut tam części naszych jednostek. Nie wykluczamy oczywiście działań typowo ekspedycyjnych, jednak nie będziemy tworzyć i wyposażać jednostek przede wszystkim pod tym kątem. Nie chcemy się potem zastanawiać, jak je wykorzystywać do obrony własnego kraju.

Wiąże się z tym druga nasza specjalizacja w NATO – rozwój zdolności antyzaskoczeniowych. To Polsce, jako państwu brzegowemu, grożą niespodziewane ataki na małą skalę, zwłaszcza tzw. aterytorialne, czyli nie wiążące się z zamiarem opanowania sojuszniczego terytorium. Takie zagrożenia tworzą sytuacje trudnokonsensusowe, utrudniające szybkie reagowanie całego Sojuszu. Musimy mieć potencjał, by skutecznie i natychmiast samodzielnie na nie reagować. Jeżeli liczylibyśmy w takiej sytuacji wyłącznie na Pomoc sojuszników, to zanim by ona nadeszła, przeciwnik mógłby już osiągnąć zakładane przez siebie cele. Musimy więc mieć skuteczne systemy rozpoznania, wywiadu dla stałego monitorowania sytuacji w naszym najbliższym otoczeniu; musimy posiadać skuteczną obronę powietrzną, w tym antyrakietową – bo atak rakietowo- powietrzny jest najbardziej realnym i największym zagrożeniem – a także możliwość przeprowadzenia błyskawicznego przerzutu wojsk w zagrożone rejony: stąd np. postulat odmłodzenia i wzmocnienia floty naszych śmigłowców.

Czwarte założenie to umacnianie strategicznej podmiotowości w organizacjach międzynarodowych. Chodzi o to, by skutecznie wpływać na kształtowanie doktryny, planów i zdolności NATO i UE, zgodnie z naszymi interesami narodowymi. Jeśli np. dla nas obrona kraju jest priorytetem, to powinniśmy doprowadzić do sytuacji, w której i sojusznicy zgodzą się, że jest to ważne zadanie. Musi to znaleźć odzwierciedlenie w strategii i praktyce wojskowej oraz przygotowaniach militarnych NATO.

W każdych z tych zadań modernizacja techniczna armii odgrywa istotną rolę.

Owszem. W 2011 roku prezydent Bronisław Komorowski określił główne, strategiczne kierunki modernizacji sił zbrojnych. Odpowiadają one wspomnianym założeniom doktrynalnym. To obrona powietrzna, w tym przeciwrakietowa, nowe śmigłowce, systemy rozpoznania (w tym platformy bezzałogowe), dowodzenia i łączności. Wreszcie programy mające na celu skokowy wzrost potencjału uderzeniowego: pocisków samosterujących czy naprowadzanych pocisków artyleryjskich. Zapoczątkowaliśmy także prace nad priorytetem, który najdzie pełne odzwierciedlenie w kolejnym cyklu planistycznym, zwiększenia zdolności do działań w cyberprzestrzeni. Ataki w tym wymiarze towarzyszą obecnie już niemal wszystkim współczesnym konfliktom. Niedawno celem cyberuderzenia były Gruzja i Estonia, a teraz Ukraina. W innych obszarach świata można np. wymienić atak na systemy elektroniczne irańskiego kompleksu jądrowego. W nieco dalszej perspektywie konieczne będzie skupienie się na wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej, zapewnienia zdolności rozpoznawczych, bezpiecznego przesyłani danych czy nawet kierowania ogniem. Bez tego trudno wyobrazić sobie naprawdę skuteczne działanie nowoczesnych sił zbrojnych.

Czy obecna sytuacja za naszą wschodnią granicą nie wymusi zmian w planach modernizacji technicznej armii?

Trzeba dokonać przeglądu programów zbrojeniowych, jednak nie widzę żadnych przesłanek do zmiany przyjętych w 2011 roku priorytetów. Wręcz przeciwnie są one tym bardziej aktualne w świetle ukraińsko-rosyjskiego konfliktu. Można natomiast rozważyć, czy np. nie przyspieszyć terminów realizacji niektórych planowanych w ich ramach zadań.

Oprócz Tarczy Polski i Doktryny Komorowskiego w mediach pojawiło się ostatnio inne hasło: Kły Polski. To nazwa przedsięwzięć, które mają przynieść naszemu krajowi zdolność do wykonywania uderzeń rakietowych na duże odległości, bez ryzyka strat, tworząc tym samym liczący się potencjał odstraszania.

Współcześnie groźba użycia broni odwetowych może być nawet bardziej skuteczna niż ich realne wykorzystanie. Najlepszym tego przykładem jest broń atomowa. To czynnik, który może zapobiec wojnie. Jednak jest to element szerszego problemu. W ostatnim okresie zmniejszyło się ryzyko wybuchu klasycznego konfliktu zbrojnego, coraz częściej wykorzystuje się natomiast wojsko do wywierania presji militarno- politycznej. Krańcowym przykładem mogą być działania na Krymie, który został zajęty praktycznie bez jednego wystrzału. Umożliwiło to przeprowadzenie referendum i przyłączenie półwyspu do Rosji. Dlatego musimy być zdolni, by zneutralizować skutki szantażu wojskowego. Jeżeli np. ktoś będzie chciał nas szantażować rozmieszczeniem w naszym najbliższym sąsiedztwie wyrzutni pocisków rakietowych to będziemy mogli odpowiedzieć: takie zagrożenia i taki szantaż nie są dla nas straszne, bo nasza obrona przeciwrakietowa jest w stanie je zestrzelić.

Można też sobie wyobrazić sytuację, w której owa presja zostanie poparta realnym działaniem, np. uderzeniem lotniczym lub rajdem powietrzno-szturmowym o ograniczonej skali bez zamiaru zajmowania zaatakowanego terytorium. Ponieważ takie zaskakujące selektywne i aterytorialne operacje stwarzałyby sytuacje trudnokonsensusowe z punktu widzenia reagowania sojuszniczego, dlatego powinniśmy być zdolni także samodzielnie im się przeciwstawiać. Takie właśnie zdolności – obronne i rzeciwzaskoczeniowe budujemy poprzez priorytetowe programy modernizacyjne. To jest nasza strategiczna specjalizacja w ramach NATO wynikająca z naszego geostrategicznego położenia w sojuszu.

Unowocześnienie sił zbrojnych wymaga dostaw uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Przedstawiciele polskiego przemysłu – naturalnego dostawcy dla naszego wojska – obawiają się jednak, że większość zleceń przypadnie zagranicznym kontrahentom.

Istnieje zgodność, co do tego, że pierwszym warunkiem dostaw będzie wysoka jakość uzbrojenia. To konieczność z punktu widzenia potencjału bojowego sił zbrojnych i bezpieczeństwa żołnierzy. Drugim będzie cena i koszty użytkowania. Jednocześnie panuje bardzo silne przeświadczenie o konieczności wspierania własnego przemysłu zbrojeniowego, równie ważnego jak wojsko elementu systemu bezpieczeństwa państwa. Kraj, który nie posiada własnego przemysłu obronnego, nie jest w pełni suwerenny – zależy od zagranicznych dostaw.

I wreszcie kolejna, chyba najważniejsza kwestia, dotycząca własności uzbrojenia, możliwość zachowania nad nim pełnej kontroli. Dotyczy to m.in. pewności zapewnienia obsługi, remontów i modernizacji własnymi siłami, a także dostępu do kodów źródłowych. To czynnik, który do tej pory nie w pełni uwzględnialiśmy, a jest bez wątpienia kluczowy. Dzisiaj bowiem większość systemów uzbrojenia nie może obejść się bez zaawansowanej elektroniki. Chodzi o to, byśmy to my mieli nad nią kontrolę, a nie zagraniczni dostawcy. Warto podkreślić, że wiele przedsięwzięć modernizacyjnych opiera się w całości na rodzimych zakładach. Zainicjowano już własne programy rozwojowe wielu nowych systemów uzbrojenia. Kilka z nich powinno stać się polską specjalnością.

Niedawno Prezydent RP polecił Biuru Bezpieczeństwa Narodowego przygotowanie założeń Narodowego Programu Bezzałogowców . Czyli opracowania i produkcji własnych, krajowych platform powietrznych, morskich i lądowych. Są one dziś najbardziej perspektywicznymi systemami uzbrojenia. Mamy w Polsce bardzo dobry potencjał naukowy i zalążki potencjału produkcyjnego w tej dziedzinie. Oczywiście powinniśmy korzystać z rozwiązań zagranicznych, ale tylko w funkcji pomocniczej. Inwestowanie w tak przyszłościowe i coraz powszechniej wykorzystywane technologie stanie się silnym impulsem dla rozwoju całego polskiego przemysłu zbrojeniowego, w tym dokonania przez niego swoistego przeskoku technologicznego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
julevin




Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 737
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 107 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:51, 09 Kwi 2014    Temat postu:

POLSKA ARMIA PIJAROWSKA
Artur Bilski
Prezydent nazwał idiotą każdego, kto jest zaskoczony wejściem rosyjskich żołnierzy na Krym. Wypowiedź ta uderza w szefa MON, który wykluczał możliwość inwazji. To początek przedwyborczej wojny na górze

Przerażony jest sam Donald Tusk, co widać po jego publicz¬nych prośbach o przysłanie amerykańskich żołnierzy.
-Zależy nam na tym, by Polska zabezpieczona była wojskiem, a nie tylko zdaniami zapisanymi w traktacie - powiedział premier, Tusk skomentował w ten sposób wypowiedź Radosława Sikorskiego, że w Polsce mogłyby stacjonować dwie brygady amerykańskie. Dzisiaj mimo pozornej jedności na górze - pomiędzy prezydentem a premierem - widać jednak, jak szef MON Tomasz Siemoniak intensywnie wykorzystuje armię do budowania przedwyborczej pozycji Tuska jako męża opatrznościowego.
Dlatego kryzys ukraiński to okazja do nadzwyczajnej aktywności szefa MON, który razem z premierem odbył tournee po jednostkach wojskowych. Prezydent, jako zwierzchnik sił zbrojnych został w tej rywalizacji zepchnięty do defensywy. Wygląda więc na to, że mamy dzisiaj nie tylko pełzający konflikt u naszych granic, do którego polska armia nie jest przygotowana, ale także pełzającą wojnę na górze armię, która wplątana została w bieżącą politykę przedwyborczą.
JEDNA DYWIZJA NA CAŁY WSCHÓD
Na polityczne kuksańce ze strony prezydenta nie trzeba było długo czekać.
12 marca w „Kropce nad i" prezydent pytany o sytuację polityczną na Ukrainie nazwał idiotą każdego, kto jest zaskoczony wejściem rosyjskich żołnierzy na Krym. Problem w tym, że najbardziej zaskoczony był szef MON. 28 lutego podczas rozmowy w TVP Info wykluczył możliwość zbrojnej interwencji Rosji na Krymie. W wywiadzie stwierdził wręcz, że prawdopodobieństwo takiej inwazji jest „bliskie zera". - Wydaje mi się, że minęły czasy, kiedy jedno państwo, gdy mu się nie podoba rząd drugiego państwa, ma prawo do jakiejś interwencji - mówił polityk Trzeba przyznać, że minister jest konsekwentny w swojej naiwnej pro¬pagandzie, ponieważ jeszcze do niedawna również mówił, że stawia na nowoczesne sprawne siły zbrojne, które będą zawsze w stanie ochronić suwerenność naszego kraju. Minister jednak mijał się z prawdą, o czym świadczą zabiegi premiera i szefa MSZ o amerykańskich żołnierzy.

W obecnej sytuacji pozostaje nam zatem pospolite ruszenie, ponieważ przez ostatnie lata zredukowano wojska lądowe z 15 dywizji do trzech. Dzisiaj trzon polskich wojsk operacyjnych stanowią trzy dywizje: 11. Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej (dowództwo w Żaganiu), 12. Szczecińska Dywizja Zmechanizowana w Szczecinie oraz 16. Pomorska

Dywizja Zme¬chanizowana w Elblągu, na której wyposażeniu znajdują się prze¬starzałe czołgi T-72M1, bojowe wozy piechoty BMP-1, opance¬rzone samochody rozpoznaw¬cze BRDM-2. Nowoczesne czołgi Leopard znajdują się na zachodzie kraju, w Żaganiu, gdzie według szefa MON są bardziej przydatne, ponieważ - jak to określił na konferencji prasowej w Zielonej Górze - mnożą etaty w wojsku i miejsca pracy w okolicznych sklepach.
Po odsianiu PR-owskich plew prawda jest taka, że w wyniku zaniedbań pra¬wie siedmioletnich rządów PO w MON najdłuższe rządy od czasu przemian w wojsku] mamy ciągle przestarzałe uzbrojenie, dysfunkcjonalną strukturę dowodzenia (za co odpowiadają prezydent i BBN), która - co gorsza - nie dowodzi niczym, co miałoby wartość bojową i mogłoby przeciwstawić się Rosjanom. Na wschód od Wisły do obrony terytorium mamy tylko jedną dywizję zmechanizowaną z dowództwem w Elblągu, która miałaby nas bronić ma bronić obszaru o długości około 600 km. Tyle że czołgi T-72 trudno uznać za nowoczesne, o ile w ogóle uda się je uruchomić i wyprowadzić do walki. Ile warte są zapewnienia MON, powiedział brutalnie enfant terrible polskiej armii gen.Waldemar Skrzypczak, który ocenił, że nasze wojsko wytrzymałoby co najwyżej trzy dni w starciu z Rosjanami. Po tym czasie Rosjanie zajęliby Warszawę. Skrzypczak ocenił, że na odparcie pierwszego rosyjskiego uderzenia nasza armia jest zbyt nieliczna i słaba. Nie wytrzymamy natarcia z dwóch, a może nawet trzech kierunków. Trzeba bowiem zakładać - twierdzi generał, który był przecież dowódcą 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej w Elblągu, że Rosjanie uderzą jednocześnie z Kaliningradu, Białorusi i Ukrainy.
Najniebezpieczniejsze byłyby odcinki białostocki i brzeski, stąd bowiem wiedzie najkrótsza droga do Warszawy. Kluczowe dla Rosjan byłyby też głęboka penetracja terytorium Polski oraz zniszczenie przepraw przez Wisłę, co uniemożliwiłoby szybkie przerzucenie wojsk na granicę wschodnią, w tym pomoc NATO-wską. Komorowski nazwał tę wypowiedź żenującą, a szef MON określił ją jako kłamstwo. Słowa Skrzypczaka to niestety również przygnębiające podsumowanie jego kariery jako generała odpowiedzialnego za obronę lądową Polski i wiceministra odpowiedzialnego za zakupy uzbrojenia. Po tym stwierdzeniu rzeczywiście powinien usunąć się w cień. Diagnozę Skrzypczaka potwierdza były dowódca 16. PDZ w latach 1994-1997 gen. dyw. Piotr Makarewicz. „Na wschód od Wisły mamy tylko jedną dywizję wojsk lądowych i do tego rozrzuconą na obszarze o długości około 600 km- pisze na swoim blogu.
Sytuacja taka w żaden sposób nie sprzyja płynnemu rozwijaniu mobilizacyjnemu i operacyjnemu tego związku taktycznego”. Twierdzi ponadto, że niewiele zrobiono, aby zmienić ogólny schemat dyslokacji wojsk od czasów Układu Warszawskiego. Nadal rozmieszczenie naszych sił zbrojnych determinuje układ koszar i poligonów zbudowanych przez Niemców w latach 30. XX w.
Sytuacja ta rodzi pytania, dlaczego przez ostatnie lata podległe prezydentowi Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, odpowiedzialne za strategię bezpieczeństwa państwa, i Ministerstwo Obrony nie zrobiły niczego, żeby armię do takiego kryzysu przygotować. Odpowiedź jest bardzo prosta. Nasze siły zbrojne jak żadna inna armia na świecie są od lat.
Ciągle reformowane pod publiczkę, jako armia public relations, przez generalicję o kulturze dowodzenia rodem z Układu Warszawskiego, dla której strukturalna efektywność to kapitalistyczny wymysł.
W konsekwencji żadne zmiany nie przy¬niosły zwiększenia potencjału bojowego, wręcz przeciwnie - zawsze w „reformowa¬niu" chodzi o nowe struktury i stanowiska. Dopracowaliśmy się systemu cywilnej kontroli na armią, który nie jest w stanie odpowiadać na wyzwania oraz sygnały płynące z wewnątrz i zewnątrz. Niestety, każdy taki sposób sprawowania władzy nad armią jest skazany na kryzys i upadek autorytetu.
BAŁAGAN W GODZINIE PRÓBY
W przeciwieństwie do naszego wojska rosyjska armia od 2008 r. jest głęboko reformowana strukturalnie, wraz z grun¬towną wymianą uzbrojenia. W 2008 r. w rosyjskich siłach zbrojnych wskaźnik uzbrojenia uznawanego za nowoczesne był na poziomie 10 proc. Dzięki zakupom broni i wyposażenia wojskowego za kwotę ponad 600 mld doi. wskaźnik ten ma do 2020 r. wzrosnąć do 70 proc. Co gorsza, po konflikcie gruzińskim, gdy Rosja zwiększa¬ła nakłady na armię, z budżetu polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej, głównie z wydatków majątkowych, zabrano aloko¬wane środki w wysokości ponad 11 mld zł lub nie wydatkowano ich. Nic więc dziwne¬go, że dzisiaj premierowi zależy na tym, by Polska zabezpieczona była na wschodzie przez amerykańskich żołnierzy. W tej sytu¬acji oczywiście Waszyngton rozegra to tak, że budżet naszego państwa długo będzie płacił za zakupy uzbrojenia rakietowego, którego nie jest w stanie wyprodukować nasza zbrojeniówka.
To jednak nie koniec. Sytuacja w ar¬mii jest dzisiaj jak scenariusz z filmów Hitchcocka - najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie stopniowo rośnie. Zanim bowiem nastąpiłaby inwazja lądowa, z pewnością przypuszczano by ataki z po¬wietrza - ostrzega Skrzypczak - których ce¬lem byłoby zniszczenie centrów kierowania państwem i dowodzenia armią. Niestety, dowodzenie armią jest już sparaliżowane przez wprowadzaną w ubiegłym roku reformę autorstwa szefa Biura Bezpieczeń¬stwa Narodowego gen. Stanisława Kozieja.
Przypomnijmy, że przygotowana bardzo pospiesznie ustawa o nowym systemie dowodzenia została podpisana 22 lipca2013 r., w dniu 12 sierpnia 2013 r. roz¬poczęła działalność Grupa Organizacyjna Dowództwa Generalnego, a inauguracja dowództwa nastąpiła 3 stycznia 2014 r.
W wyniku niechlujnych przygotowań osią¬gnięcie zdolności dowództwa do działania i jego sprawdzenie przesunięto na koniec 2014r. Tak więc dzisiaj wojsko działa w ramach struktury, która nie była nigdy sprawdzona i nie wiadomo, czy w ogóle będzie funkcjonować w czasie konfliktu.
Krótko mówiąc, BBN i MON zaaplikowa¬ły armii bałagan w godzinie próby. Nigdy żadne normalnie zarządzane przedsiębior¬stwo nie funduje sobie takiego zamiesza¬nia, nie robiąc wcześniej symulacji efek¬tywności nowej struktury w sytuacji, gdy przeciwnik zbroi się na potęgę. Ostrzegał przed tym gen. Mieczysław Cieniuch, były szef sztabu WP, który mówił, że tak szybko przygotowany plan rewolucyjnych zmian obejmujących całe wojsko nie był oparty na żadnych poważnych analizach, a decyzje dotyczące potencjalnych zmian podejmo¬wane są w niejasnych okolicznościach bez konsultacji ze środowiskiem wojskowym. Okazuje się, że były szef sztabu miał rację, kiedy ostrzegał, że reforma Kozieja skoń¬czy się chaosem, co w sytuacji zagrożenia płynącego ze wschodu budzi grozę. Jest to bowiem idealny moment na rosyjskie uderzenie.
Warto przypomnieć, że wątpliwości co do reform mieli też politycy rządzącej koalicji. - Co to za reforma? - pytał wiceszef senackiej Komisji Obrony Maciej Grubski- jeśli stare struktury zostają nietknięte, a tworzone są nowe i w dodatku rozbu¬dowywane na dużą skalę? Gdzie tutaj są oszczędności i na czym właściwie polegają zmiany ulepszające dowodzenie? - Re¬forma byłaby bardziej wiarygodna, gdyby likwidowała sztab generalny lub radykalnie ograniczała jego zasoby kadrowe, a tego nie robi, tylko go ubezwłasnowolnia, czyniąc zeń w praktyce gigantyczną i niezwykle drogą dla podatników przechowalnię gene¬rałów oraz pułkowników - uważa Grubski.
DOWODZENIE ARMIĄ JEST SPARALIŻOWANE PRZEZ WPROWADZONĄ W UBIEGŁYM ROKU REFORMĘ AUTORSTWA SZEFA BBN GEN. STANISŁAWA KOZIEJA



Czara goryczy przelała się już w Ma¬rynarce Wojennej. Decyzje MON i BBN o reformach struktury dowódczej skry¬tykowało 22 emerytowanych admirałów, którzy w liście otwartym do prezydenta, szefa MON i premiera piszą, że działania gen, Kozieja „nie racjonalizują wewnętrz¬nej struktury Marynarki Wojennej, lecz ją komplikują, nie poprawiają jej codzien-nego funkcjonowania, a wręcz odwrotnie oddalają podległe jednostki MW od decydenta i wreszcie doprowadzają do sytuacji wymuszającej odejście znacznej ilości doświadczonej kadry zawodowi rezerwy".
BEZ SZANS NA MORZU
Jest to szczególnie niebezpieczna sytuacja, gdyż Rosjanie - na przykład w wyniku prowokacji na Morzu Bałtyckim wobec Gazociągu Północnego - będą mieli pretekst do jego ochrony oraz wzmożonej aktywności na Bałtyku i w konsekwencji mogą zwyczajnie zablokować polskie porty. Niestety, nasza MW posiada obecnie ty 41 okrętów bojowych, z czego zaledwie 13 to okręty uderzeniowe, a więc takie, które są w stanie dzięki posiadanemu uzbrojeniu przeprowadzić bezpośredni atak na cele przeciwnika. Pozostałe okręty w tej grupie to jednostki trałowo-minowe i transportowo-minowe. MW nie posiada obecnie lotnictwa uderzeniowego. Nas w MW podgrzała decyzja Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, która umorzyła śledztwo ws. budowy korwety wielozadaniowej Gawron. Śledztwo zostało przerwane z uwagi na przedawnienie oraz „brak znamion popełnienia przestępstwa” Pytanie do rządu brzmi: Czy 400 mln złotych „utopione" w projekcie to zbyt mało, ab znaleźć winnych marnotrawstwa i fatalnego stanu Marynarki Wojennej?
Rosnący bałagan w armii wywołuje frustrację nie tylko w MW i spowodował dalszy odpływ specjalistów do cywila. W ciągu ostatnich trzech lat z armii odeszło rekordowe 15 tys. wojskowych specjalistów (w tym wielu po misjach w Afganistanie), co stanowi około 15 proc. jej stanu osobowego. Tylko w 2013 r. z zawodowej służby wojskowej zwolniono 3184 żołnierzy zawodowych, w tym 841 oficerów, 947 podoficerów zawodowych oraz 1396 szeregowych zawodowych. To wyraźne wotum nieufności dla politycznego oraz wojskowego kierownictwa MON, które od lat nie potrafi ustabilizować sytuacji w wojsku i wszczyna kolejne, nieprzemyślane reformy i generuje konflikty. Sytuacja ta wskazuje na rzeczywistą kondycję sił zbrojnych i fatalne nastroje kadry wbrew oficjalnej propagandzie ministerstwa, które przykrywa nieprzygotowanie armii do realnego konfliktu gospodarskimi wizyt oraz zapewnieniami, że jesteśmy bezpieczni, a armia jest gotowa. Skąd my to znamy?
Autor, komandor porucznik rezerwy, jest absolwentem Wydziału Bezpieczeństwa Międzynarodowego Nam! Postgraduate School w Monterey w USA. Byt oficerem Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił NATO w Eun


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Podobin




Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 422
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 66 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw 15:07, 29 Maj 2014    Temat postu:

Obserwując zakłamany i podkolorowany obraz wojny domowej na Ukrainie, między wierszami można zauważyć kilka formacji zbrojnych używanych równolegle do walki z rosyjskojęzyczną częścią tego państwa. Ukraina, jako państwo stworzone dziełem przypadku i grymasów rosyjskich przywódców w poprzednim wieku, usiłuje rękami będących u władzy oligarchów podbić u uzależnić naród, który nie zgadza się na rolę dostarczyciela kolejnych fortun. Formacje te, niby prywatne wojska hetmanów i magnatów nie licząc się ze stratami własnymi i przeciwników prowadzą bratobójczą wojnę. Trudno przewidzieć ile jeszcze będzie ofiar ilu zginie niewinnych ludzi.
Ukraina to państwo bez armii. Kolejne rządy zdezorganizowały państwo i wojsko. Żołnierze nie wiedzą w jakim celu i za kogo mają przelewać krew. Ukraińska armia poddała się na Krymie, a teraz poddaje się na terenach płd-wsch obszaru ochotnikom wywodzącym się z tych ziem, a nazywanym u nas separatystami. Jest to typowy przykład armii zniszczonej zdezorganizowanej, pozbawionej patriotyzmu i jednolitego dowodzenia. Rządzący rozbrajają ukraińskie jednostki, a broń przekazują w ręce ideologicznie bezwzględnych mieszkańców z terenów zachodniej Ukrainy, nazywanych w Moskwie Banderowcami. To są potomkowie tych, co zgotowali Polakom krwawa rzeź w lipcu 1943 roku.
Na Ukrainie mamy tzw. armię, która nie była w stanie obronić jedności państwa, a teraz daje się wykorzystywać do zabijania cywilów. Czy ktoś specjalnie doprowadził ukraińskie wojsko do tego stanu? Tego nie wiemy. Czytaliśmy o udziale tych żołnierzy w różnych misjach na świecie, była jakaś polsko-ukraińska jednostka wojskowa, a teraz widzimy, coś, co też miało swój początek w różnorodnych przedsięwzięciach reorganizacyjnych.
Polecam poniższy artykuł.


Nareszcie ktoś zabrał głos.
Autor: PIOTR MAKAREWICZ
W dniu 21 maja na portalu „Defence24” ukazał się artykuł Maksymiliana Dury pod tytułem „Koniec z jednoosobowym dowodzeniem w polskiej armii? Generał Skrzypczak ocenia nowe pomysły BBN”. Chciałoby się powiedzieć: NO NARESZCIE! Nareszcie temat nowej koncepcji kierowania obroną państwa w czasie wojny pojawił się w portalu poświęconym bezpieczeństwu, armii i obronności. O nowych pomysłach pana Kozieja i jego ekipy pisałem już na moim blogu w dniu 12 kwietnia tego roku w tekście pod tytułem „Szkodnictwa ciąg dalszy”. Być może złożoność i raczej fachowy charakter tej tematyki lub po prostu moja ułomność w sposobach przedstawiania moich poglądów spowodowała, że ten tekst nie znalazł szerszego oddźwięku. Dlatego cieszę się, że ten temat został podjęty przez popularny portal, którego zasięg jest przecież nieporównywalnie większy od zasięgu mojego skromnego bloga. Sprawa jest bardzo ważna i nie można jej zamieść pod przysłowiowy dywan. Mam nadzieję, że tym razem, po publikacji pana Dury, temat ten nabierze nowych rumieńców. Nieprzypadkowo w tytule swojego kwietniowego tekstu zawarłem słowo „szkodnictwo”, gdyż tak właśnie oceniam od dłuższego już czasu działalność szefa BBN. W moich licznych artykułach o jego reformie systemu kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi w czasie pokoju (SKiD-1) niejednokrotnie podkreślałem szkody, jakie ta reforma wyrządza armii. Dlatego, gdy zapoznałem się z prezentacją BBN przedstawiającą kolejne pomysły ministra Kozieja, tym razem dotyczące kierowania i dowodzenia w czasie wojny (SKiD-2), postanowiłem ponownie zabrać głos. Tak właśnie, 12 kwietnia powstał post o dalszym ciągu szkodnictwa Stanisława Kozieja. Wprawdzie cisnęły mi się bardziej radykalne stwierdzenia, ale uwzględniając zbliżające Święta Wielkanocne poprzestałem na „szkodnictwie”.
Wspomniałem o reformie sytemu dowodzenia i kierowania SKiD-1, ponieważ uważam, że nowe pomysły pana Kozieja, o których pisze również Maksymilian Dura w najnowszym swoim artykule są ściśle powiązane z tą właśnie reformą, a w zasadzie z niej wynikają. Po utworzeniu nowych organów dowodzenia w czasie pokoju i kurczowym trzymaniu się założenia, że ma być zachowana tożsamość systemu dowodzenia w czasie „P” i „W”, trzeba teraz „dopasować” system wojenny do tego niewydolnego, pokojowego i tym samym niejako przenieść wszystkie wady dowodzenia pokojowego na dowodzenie wojenne. Powstaje, zatem pytanie, czy to tylko „szkodnictwo”? Pomijając megalomanię pana Kozieja, uważam, że zabrał się za reformowanie sytemu dowodzenia „od tyłu”. Myślę, że najpierw należałoby zbudować jasny i klarowny, a przede wszystkim prosty system dowodzenia na czas „W”, a dopiero potem tworzyć pokojowy system dowodzenia, który powinien służyć systemowi wojennemu oraz posiadać zdolność szybkiego i płynnego przestawienia się na tory wojenne. Oczywiście, i w jednym, i w drugim przypadku byłem i jestem zwolennikiem zasady jednoosobowego dowodzenia. Pan Maksymilian Dura, jako niedawno nominowany do nagrody MON i rektora-komendanta AON w Konkursie na Dziennikarza Roku „Halabardy 2013” w kategorii INTERENET (gratuluję), delikatnie, bo delikatnie, ale jednoznacznie krytykuje nowe pomysły gen. Kozieja i to cieszy. Cieszy również to, że w artykule pana Dury znajduję szereg myśli, pod którymi w pełni się podpisuję. Nie będę teraz analizował tego artykułu, ale zachęcam do jego lektury. Jeżeli Czytelnicy zechcą również odświeżyć sobie mój tekst z kwietnia, to przekonają się, że szereg myśli i poglądów jest zbieżnych. Artykuł w „Defebce24” podzielony jest niejako na dwie części. W pierwszej, Maksymilian Dura przedstawia swoją ocenę nowych reform ministra Kozieja, a w drugiej, zwraca się o taką ocenę do znanego skądinąd generała Skrzypczaka. Jakież było moje zdziwienie, gdy z artykułu dowiedziałem się, że generał Skrzypczak … krytykuje pomysły pana Kozieja (sic!). Dlatego jest to dziwne, że przecież generał Skrzypczak, gdy był doradcą ministra obrony narodowej, a później wiceministrem w tym resorcie, był gorącym zwolennikiem reform forsowanych przez szefa BBN, nie bacząc na ich zgubne skutki dla wojska. Z krytyki gen. Skrzypczaka zawartej w artykule M. Dury wynika, że nie widzi on w ogóle związku między poprzednią reformą systemu dowodzenia, którą popierał, a obecnym pomysłem min. Kozieja, który zdecydowanie krytykuje. W mojej ocenie związek ten jest oczywisty i obecne dążenia BBN wynikają wprost z zasad dowodzenia wprowadzonego reformą SKiD-1. Mamy, więc do czynienia z wyraźną niekonsekwencją pana generała Skrzypczaka wynikającą z typowego zjawiska zmiany punktu widzenia po zmianie miejsca siedzenia.
Niezależnie od tego, zabranie wreszcie głosu w tak ważnej sprawie, jaką jest kwestia dalszego „doskonalenia” dowodzenia, tym razem w czasie wojny, forsowanego przez szefa BBN przez znaczące forum, jakim jest „Defence24” i pana Durę oraz, widocznie, byłego już zwolennika reform Kozieja, oceniam pozytywnie. Chciałbym, aby ten artykuł rozpętał prawdziwą burzę wokół reform pana Kozieja. Pamiętajmy, że jeszcze o pierwszej reformie nie wypowiedział się Trybunał Konstytucyjny, a już szykuje się nam nową, którą może zweryfikować tylko wróg. Będzie to weryfikacja bezlitosna i nieodwracalna w skutkach. Dlaczego zatem, gdy w czasie pokoju, widzimy tak wiele wad zmian dotyczących dowodzenia w czasie wojny, BBN i jego szef na siłę je forsuje, nie bacząc na skutki?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
julevin




Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 737
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 107 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 16:36, 11 Cze 2014    Temat postu:

Generał Piotr Makarewicz na swoim blogu napisał:


Forsowanie zmian na siłę.

6 czerwca 2014


Z dużym zainteresowaniem obserwuję energiczne działania BBN i jego szefa w zakresie realizacji drugiego etapu reformy systemu kierowania i dowodzenia (SKiD-2). Tym razem chodzi o system kierowania obroną państwa. Pisałem już o tym problemie w tekście „Szkodnictwa ciąg dalszy”, w którym krótko ustosunkowałem się do prezentacji szefa BBN Stanisława Kozieja pokazywanej w czasie licznych ostatnio „konsultacji” z różnymi środowiskami. W niniejszym tekście nie będę dalej analizował tej prezentacji, ale skupię się na sposobie przeprowadzenia owych konsultacji. W dniu 23 marca 2014 roku na stronie internetowej BBN ukazał się komunikat o tym, że w tym dniu minister Stanisław Koziej przedstawił założenia prac nad projektem nowego systemu kierowania obroną państwa przedstawicielom resortu obrony narodowej, parlamentu oraz Sił Zbrojnych RP, a także zapoznał się z ich opiniami. Był to pierwszy z całej serii komunikat o spotkaniach pana Kozieja dotyczących tego tematu. Owa wzmianka zainteresowała mnie o tyle, że w dniu 13 lutego br. otrzymałem na swój adres e-mail pismo szefa BBN pana Kozieja, przez niego osobiście zatytułowane i podpisane. Nie mam zwyczaju ujawniania mojej prywatnej korespondencji, ale po przeczytaniu całej serii komunikatów ze spotkań na temat kwestii kierowania obroną państwa, dochodzę do wniosku, że dokonana została przez BBN na mojej osobie dziwna manipulacja, dlatego częściowo przedstawię sens owego pisma. We wspomnianym piśmie napisanym w dniu 11 lutego minister Koziej informuje mnie, że w BBN rozpoczyna się cykl spotkań dotyczących kwestii kierowania obroną państwa w razie wojny. Następnie pan generał Koziej napisał, iż „doceniając Pańskie doświadczenie oraz wiedzę – szczególnie w zakresie tematyki związanej z obronnością państwa – serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w spotkaniu inaugurującym cykl, które odbędzie się 4 marca”. Na końcu pisma pan Koziej poprosił o potwierdzenie mojej obecności telefonicznie lub na adres e-mail i własnoręcznie pismo podpisał. Nieco mnie to zaproszenie zdziwiło, gdyż od dawna należę do zdecydowanych krytyków poczynań ministra Kozieja, ale pomyślałem sobie, że skoro już mnie zapraszają, dobrze by było dowiedzieć się u źródła, nad czym teraz BBN pracuje i dlatego potwierdziłem swój udział.

Minęły dwa tygodnie i w dniu 28 lutego otrzymałem najpierw wiadomość telefoniczną, a następnie na adres e-mail, że „z przyczyn obiektywnych spotkanie to zostaje odwołane”. Tym razem pismo na papierze firmowym szefa BBN podpisał ktoś „z upoważnienia” nieczytelnym zawijasem. Pomyślałem sobie, nic dziwnego, bo przecież wtedy dynamicznie narastał kryzys ukraiński i na pewno BBN i jego szef miał inne sprawy na głowie. Tak myślałem do dnia 23 marca, tj. do dnia, kiedy minister Koziej zorganizował pierwsze spotkanie, o którym już wcześniej wspomniałem. Wtedy zrozumiałem, że „inauguracja” cyklu spotkań właśnie się odbyła i z mojego udziału w niej już zrezygnowano. Teraz dochodzę do wniosku, że mój udział w tych spotkaniach nigdy nie był uwzględniany, bo przecież nic pozytywnego na temat planowanego przez BBN systemu kierowania obroną państwa nie mógłbym powiedzieć, czemu dałem wyraz w kwietniu tego roku w tekście „Szkodnictwa ciąg dalszy” i w maju w tekście „Nareszcie ktoś zabrał głos”. Owo zaproszenie ministra Kozieja traktuję, jako jego „wypadek przy pracy”, z którego wybrnięto dość topornie. Nie chcę, bowiem podejrzewać, że zaproszenie do mnie minister Koziej podpisał omyłkowo, bo oznaczałoby to, że nie do końca wie, co podpisuje, a to, uwzględniając odpowiedzialność, jaka na nim spoczywa, byłoby już groźnym zjawiskiem. No, ale cóż, jaki szef, taki styl działania instytucji. Na wszelki wypadek zachowuję wymienione przeze mnie pisma, gdyby komuś przyszedł do głowy zarzut, że „oszczędnie gospodaruję prawdą”.

Potem odbyły się kolejne spotkania na ten sam temat: w dniu 3 kwietnia z przedstawicielami kubów parlamentarnych, w dniu 23 maja minister Koziej spotkał się z przedstawicielem Klubu Poselskiego Twój Ruch, a w dniu 5 czerwca z Klubem Parlamentarnym Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Czytając komunikaty z tych spotkań można zauważyć kilka prawidłowości. We wszystkich przedstawione są przede wszystkim założenia planowanych przez BBN zmian, ale w żadnym nie znajdziemy ani jednego słowa na temat tego jak do tych zmian ustosunkowywali się rozmówcy ministra Kozieja. Z tego wniosek, że albo owi rozmówcy nic nie mówili, a więc nie ma o czym pisać, albo mówili i to dużo, ale tak, że BBN za żadne skarby nie chce się do tego przyznać. Najobszerniejszy komunikat mamy po spotkaniu z Klubem Parlamentarnym SLD. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zawarło w nim cały wykład na temat tego projektu. Widać z tego, że rozmowy z posłami z SLD do łatwych nie należały. Nic dziwnego, przecież minister Koziej rozmawia na razie z posłami opozycji, którzy mieli dużo zastrzeżeń do wprowadzonej już reformy systemu kierowania i dowodzenia (SKiD-1). To jeszcze nie koniec, bo ministra Kozieja czeka jeszcze prawdopodobnie przeprawa z posłami PiS, których wniosek o sprawdzenie zgodności z Konstytucją reformy SKiD-1 wciąż czeka na rozpatrzenie w Trybunale Konstytucyjnym. O spotkania z parlamentarzystami z PO i PSL jestem spokojny, gdyż ci zagłosują za wszystkim, co im podsunie Prezydent RP (czytaj: minister Koziej), niezależnie od tego ile to przyniesie szkody dla obronności naszego kraju. Parlamentarzystów, którzy nie zgadzają się z teoriami ministra Kozieja muszę jednak zmartwić. Niezależnie od wagi i słuszności argumentów parlamentarzystów krytykujących pomysły pana Kozieja, biorąc pod uwagę doświadczenia z procesu legislacyjnego reformy SKiD-1, zapewniam ich, że wszystkie te pomysły zostaną i tak przegłosowane. Reforma SKiD-2 zostanie i tak przepchnięta, jak nie łokciem, to kolanem, na siłę. Zatem udział posłów opozycji w spotkaniach z ministrem Koziejem powinni oni uznać za czas niepotrzebnie stracony, gdyż nikt nie jest w stanie odwieść szefa BBN od wymyślonego przez niego i podjętego zamiaru, ani zmienić jego kształtu. Będziemy, zatem nadal świadkami dziwnych i niebezpiecznych zabaw BBN i jego szefa z Konstytucją, w myśl których dowódcy rodzajów Sił Zbrojnych wymienieni w Konstytucji to nie ci dowódcy, którzy w tej chwili funkcjonują (SKiD-1), a Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych zapisany w Konstytucji w rzeczywistości wcale nie będzie naczelnym dowódcą sił zbrojnych (SKiD-2). To czysta paranoja.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
julevin




Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 737
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 107 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 16:39, 11 Cze 2014    Temat postu:

Generał Piotr Makarewicz na swoim blogu napisał:

Towarzystwo wzajemnej adoracji.

9 czerwca 2014


Przejrzałem zapisy wideo z posiedzeń Sejmowej Komisji Obrony Narodowej i moją uwagę zwrócił zapis z dnia 5 czerwca tego roku, kiedy zarejestrowano posiedzenie SKON poświęcone jednemu problemowi, a mianowicie informacji Ministra Obrony Narodowej na temat stanu realizacji reformy systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP. Tematem tym „pasjonuję się” nie od dziś i dlatego postanowiłem prześledzić w całości zapis tego posiedzenia, nie bacząc na to, że trwało ono bite dwie godziny. Trud ten z jednej strony opłacił się, gdyż mogę napisać teraz ten tekst, ale z drugiej strony oglądanie tego żenującego spektaklu kosztowało mnie dużo zdrowia. Ze strony MON w posiedzeniu brał udział wiceminister Czesław Mroczek, szef Sztabu Generalnego WP gen. broni Mieczysław Gocuł, Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Lech Majewski, zastępca Dowódcy Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. bryg. Grzegorz Duda i kilka innych osób. Nie było głównego animatora reformy, szefa BBN Stanisława Kozieja, który ponoć miał dotrzeć na posiedzenie później, ale ostatecznie, przezornie na posiedzeniu się nie pojawił. Reprezentował go dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi BBN gen. broni w st. spocz. Lech Konopka. Ze strony SKON nie było kompletu posłanek i posłów, a posiedzeniu przewodniczył sam szef Komisji Stefan Niesiołowski.

Czwartkowe posiedzenie kolejny raz utwierdziło mnie w przekonaniu, że o najważniejszych sprawach dotyczących armii i obronności naszego kraju, decydują ludzie zupełnie do tego nieprzygotowani. Niestety, te gorzkie słowa nie dotyczą tylko parlamentarzystów, lecz również przedstawicieli resortu obrony narodowej. W tak, wydawałoby się, prostej sprawie jak rozliczenie MON z zaawansowania wdrożenia reformy sytemu dowodzenia, posłowie nie byli w stanie uzyskać konkretnych informacji od przedstawicieli ministerstwa, a nawet nie potrafili sprecyzować pytań mogących doprowadzić do konkretnych odpowiedzi. Strona resortowa, z kolei, „wciskała” posłom taki „kit”, że aż przykro było słuchać. Nawet, jeżeli komuś z posłów udało się jednak postawić proste i konkretne pytanie, uzyskiwał odpowiedź tak mglistą, tak udziwnioną, że nawet mnie, który wojska co nieco liznął, momentami trudno było zrozumieć, o co wiceministrowi lub generałowi chodzi. Jaskrawym przykładem niech będzie pytanie jednego z posłów, do czego służy i jakie ma przeznaczenie Inspektorat Szkolenia DGRSZ. Od gen. Majewskiego poseł usłyszał taki oto tekst: „on (Inspektorat Szkolenia-przyp. P.M.) nie odpowiada typowo za szkolenie, między innymi również odpowiada za szkolenie” (sic!). Konia z rzędem temu, kto wytłumaczy teraz posłowi, za co w końcu ten Inspektorat odpowiada. Może w takim razie ten Inspektorat powinien nazywać się Inspektorat Między Innymi Również Szkolenia?

Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych przeszedł sam siebie, gdy zaczął tłumaczyć członkom Komisji przewagę nowego systemu dowodzenia nad starym wtrącając często słowa „joint” lub po polsku „połączoność” oraz „synergia”. Znaczenie tego ostatniego słowa zaczął nawet tłumaczyć posłom, co spotkało się ze zrozumiałymi kpinami, szyderstwem, a nawet wzburzeniem. Zarówno wiceminister Mroczek, jak i generałowie uznali, jako wyznacznik sprawdzenia się nowych struktur dowodzenia fakt, że owe struktury sprawnie działały w warunkach kryzysu ukraińskiego (sic!), a także poradziły sobie z ciągłym szkoleniem wojsk własnych i sojuszniczych przebywających na terenie Polski. Zakomunikowano posłom, że w tej chwili na terenie kraju przebywa około 800 żołnierzy różnych armii państw członków NATO, którzy intensywnie szkolą się z polskimi odpowiednikami. Pochwalono się, że jest to pierwszy taki przypadek od początków wolnej i w pełni demokratycznej Polski. Takiego steku bzdur już dawno nie słyszałem. Po pierwsze, w jaki sposób nowe dowództwa sprawdziły się w obliczu ukraińskiego kryzysu? Faktem jest, że Wojsko Polskie realizowało w tym czasie normalne, planowe zamierzenia i nie dezerterowało tak jak armia ukraińska. Jest to jednak przede wszystkim zasługa wszystkich dowódców, od dowódcy drużyny do dowódcy pułku, brygady czy dywizji, a więc zasługa jednostek i ich dowódców. Dobrze by było, aby tych zasług nie przypisywały sobie zbiurokratyzowane dowództwa szczebla centralnego, gdyż one były, są i długo jeszcze będą zajęte tylko sobą, swoim tworzeniem się, restrukturyzacją i osiąganiem zdolności do dowodzenia. Jak można mówić już teraz o pomyślnie zdanym sprawdzianie, skoro ćwiczenie sprawdzające DGRSZ zaplanowane jest na czwarty kwartał tego roku? Na marginesie tego ćwiczenia, bardzo zaniepokoił mnie fakt, że o tym ćwiczeniu pod kryptonimem MODEL 2014 mającym na celu sprawdzenie gotowości Dowództwa Generalnego RSZ do działania mówił właśnie … Dowódca Generalny. Mówił o opracowaniu dokumentów, wyznaczeniu osób funkcyjnych i przygotowaniu kolejnych rozkazów. Mój niepokój wynika z faktu, że słowa gen. Majewskiego mogą świadczyć o tym, że to ćwiczenie przygotuje i przeprowadzi Dowódca Generalny. Byłby, zatem sędzią we własnej sprawie. Byłoby to zaprzeczeniem wszelkich zasad metodyki szkolenia i zasad obiektywnej oceny zdolności operacyjnej. Jako przewodniczący wielu komisji inspekcyjnych stwierdzam, że jeżeli faktycznie tak będzie, to cel tego sprawdzianu po prostu nie zostanie osiągnięty. Będzie to wyrzucenie pieniędzy w błoto i nie będziemy mogli obiektywnie stwierdzić czy to dowództwo jest zdolne do działania, czy nie. Interesujące jest również to, że ma być to ćwiczenie dwustronne. Szkoda, że nie będę mógł zapoznać się z układem ćwiczenia, a potem obserwować jego przebiegu, gdyż spodziewam się wielu „odkrywczych” rozwiązań. Ponieważ czwartkowe posiedzenie SKON, a szczególnie wypowiedzi szefa Sztabu Generalnego WP nie pozostawiły złudzeń, że w wyniku reformy powstał dodatkowy szczebel dowodzenia, jakim jest Minister Obrony Narodowej ze Sztabem Generalnym, takie ćwiczenie powinien przygotować i przeprowadzić właśnie ten szczebel dowodzenia, nadrzędny nad Dowództwem Generalnym RSZ.

Zupełną nieprawdą jest to, że taka ilość żołnierzy sojuszniczych na terenie Polski to precedens w wolnej i demokratycznej Polsce. Zapewne ani pan Mroczek, ani gen. Gocuł nie pamięta okresu przełomu wieków, tuż po przystąpieniu Polski do NATO, kiedy na polskich poligonach w różnych miejscach kraju jednocześnie szkoliły się wojska amerykańskie, włoskie, holenderskie, niemieckie, brytyjskie i to nie jakieś pojedyncze kompanie, lecz całe bataliony i brygady. Byłem świadkiem tych szkoleń i dlatego dziwię się tym, którzy teraz tak oszczędnie gospodarują prawdą. Natomiast faktem jest, że ten rytm szkolenia, jaki teraz narzucili sojusznicy na naszych poligonach, który wymusza również intensywne szkolenie dla niektórych naszych oddziałów i pododdziałów, to dla naszej nowej, profesjonalnej armii zupełna nowość i wydarzenie bez precedensu.

Innym przejawem, moim zdaniem, chaosu w organizacji szkolenia była wypowiedź gen. Gocuła na temat kompetencji nowo tworzonego na bazie dotychczasowego dowództwa 2 Korpusu w Krakowie Centrum Operacji Lądowych – Dowództwa Komponentu Lądowego (COL-DKL). Według słów szefa Sztabu Generalnego ten nowy organ dowodzenia podlegający Dowódcy Operacyjnemu RSZ ma odpowiadać za szkolenie dowództw dywizji i samodzielnych brygad wojsk lądowych, które jednak podlegają w czasie pokoju Dowódcy Generalnemu RSZ. Takich dywizji i brygad samodzielnych mamy sześć i trudno mi zrozumieć, że kto inny jest dla dowództw tych związków taktycznych przełożonym, a kto inny szkolącym i odpowiedzialnym za ich wyszkolenie. To się kupy nie trzyma i jest jedynie rozpaczliwą próbą szukania zajęcia dla Dowództwa Operacyjnego RSZ i podległego mu COL-DKL. Spowoduje to rozmycie odpowiedzialności i szybko sprawi, że właśnie te dowództwa, stanowiące trzon wojsk lądowych, będą najsłabiej wyszkolonymi ogniwami. Takich rozwiązań najgorszy wróg nie mógłby podstępnie nam podsunąć, a własne ministerstwo ON i Sztab Generalny taki „pasztet” oficjalnie nam narzucają. Zgroza!

Na koniec kilka słów o jeszcze jednym momencie z tego posiedzenia SKON, który uzasadnia niejako tytuł tego tekstu. Wtedy, gdy Dowódca Generalny RSZ gen. broni Majewski mówił o perspektywach szkolenia polskich pilotów na samoloty F-16 w obliczu wyczerpujących się możliwości szkolenia tych pilotów w USA, poruszony został temat samolotów szkolnych AJT. Nie mogłem oczom i uszom uwierzyć, gdy zobaczyłem i usłyszałem jak w pewnym momencie gen. Majewski zwraca się do wiceministra Mroczka i kłaniając mu się … dziękuje mu za zakup tych samolotów. Ten gest gen. Majewskiego byłby uzasadniony gdyby pan Mroczek swego czasu wyjął swój gruby portfel, wyjął z niego prywatny 1 miliard 200 milionów złotych i powiedział: kochani polscy lotnicy, kupuję wam samoloty szkoleniowe. Jednak tak nie było, gdyż próby pozyskania tych samolotów dla naszego wojska rozpoczęły się jeszcze wtedy, gdy pan Mroczek nie marzył nawet o pracy w MON. Za samoloty zapłacił polski podatnik, a pan Mroczek z racji pełnionej funkcji jedynie zorganizował i zabezpieczył sfinalizowanie tej transakcji. Również i wtedy nie robił żadnej łaski, gdyż te czynności wchodzą w zakres jego obowiązków, za których wykonywanie także płaci mu polski podatnik i to nie mało. Zatem, takiego ogromu lizusostwa, wazeliniarstwa i upadku godności generała, jak w wydaniu pana Majewskiego dawno nie widziałem, jeżeli w ogóle. Dobrze, chociaż, że w dowód wdzięczności gen. Majewski nie wręczył panu Mroczkowi jakiejś szabli czy modnej ostatnio w wojsku halabardy. Najgorsze jest to, że pan Mroczek przyjął te „podziękowanie” bez skrępowania i bez protestu, jak gdyby one mu się faktycznie należały. Również żaden z obecnych parlamentarzystów nawet się nie zająknął widząc taką żenującą scenę. Widocznie taka arogancja i upadek moralny to już w tym kręgu jakaś norma i bez żenady ich objawy są nawet publicznie śmiało prezentowane. Odniosłem wrażenie, że w czwartek, 5 czerwca 2014 roku o godz. 17.00 w sali 02 w budynku F naszego Sejmu spotkało się towarzystwo warte siebie, towarzystwo wzajemnej, aczkolwiek niczym nieuzasadnionej adoracji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Podobin




Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 422
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 66 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 16:48, 11 Cze 2014    Temat postu:

Widzimy dokładnie, jak nieodpowiedzialni politycy zajmują się najważniejszymi sprawami państwa. Przez ostatnie kilka lat obecne władze, bezceremonialnie ratowały się środkami z budżetu MON, likwidując szkolenie, ograniczając zakupy i remonty, skupiając się na dezorganizacji systemów dowodzenia. I nagle usłyszeliśmy pana prezydenta, który w obecności gościa zza oceanu, zaczął opowiadać o zwiększeniu pieniędzy na obronę narodową. Oczywiście był to gest reklamowy na użytek zewnętrzny.

Cała prawda w temacie obronności, to popisy polskiej generalicji w obecności profesora od motyli. Zbierają się panowie, opowiadają sobie dyrdymały, często nie mając pojęcia o czym mówią. Może wreszcie znajdzie się ktoś, kto zarządzi audyt obronności przez niezależnych fachowców?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Nasze Forum "VOX MILITARIS" Strona Główna -> "VOX MILITARIS", OBRONNOŚĆ, POLITYKA, WOJSKO W KRAJU I NA ŚWIECIE
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin